Wpis

wtorek, 22 kwietnia 2014

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek

W czasie wojny pod niemiecką okupację (oczywiście w wersji light) trafia jedna niewielka angielska wyspa - Guernsey. Na tej wyspie przypadkowi ludzie, którzy akurat złamali narzucone przez Niemców zasady, próbując uniknąć konsekwencji, zakładają rodzaj literackiego klubu dyskusyjnego. Szybko okazuje się, że dobra literatura może wciągnąć nie tylko intelektualistów.

Kiedy tamtego wieczoru przyszli wybrać książki, niektórzy dopiero wtedy zetknęli się z innym rodzajem lektury niż Biblia, katalogi nasion i poradniki hodowców świń. Dawsey odkrył swojego Charlesa Lamba, Isola wybrała Wichrowe wzgórza, a ja Klub Pickwicka, licząc na to, że poprawi mi humor; tak też się stało.

Książka jest pisana w formie listów pomiędzy członkami stowarzyszenia, ich zołzowatą, próbującą zaszkodzić sąsiadką, zainteresowaną tematem popularną pisarką, jej wydawcą, jego siostrą i od czasu do czasu też przystojnym, cwanym amerykańskim wydawcą konkurencyjnym. Cóż, od razu widać, kto jest dobry, a kto zły.

Z początku irytowała mnie też nieco naiwność w wyobrażeniach Anglików o wojnie i  ich „niebywałym bohaterstwie” ludzi, którzy nigdy nie mieli okazji zobaczyć, do czego Niemcy są zdolni.
Czy wiesz, że mieszkańcy mełli siemię lniane na mąkę, dopóki jeszcze było?
Ach straszne, mogli sobie z niego robić np. przepyszne muffinki, już mi ich żal. 

Potem doszły jeszcze zachwyty nad frenologią w wersji dla naiwnych (jedna z bohaterek pod wpływem kolejnej książki dała sobie wmówić, że po kształcie czaszki potrafi oceniać cechy charakteru). 

W efekcie trudno mi było nazwać tę książkę ambitną i miałam nawet początkowo wątpliwości, jak w tym kontekście odebrać stwierdzenie:
Jak się poczyta dobre książki, to te kiepskie potem zupełnie nie cieszą.

Ale myślę, że nie doceniłam autorek. Być może tylko tak mogły się przebić przez nieświadomość tych angielskich czytelników, którzy nigdy nie przeczytaliby niczego ambitniejszego. Łagodnie i pogodnie z początku,  żeby ich nie wystraszyć, w końcu jednak odrobinę otworzyły ich umysły. Na tyle, na ile to możliwe. 

W efekcie wyszła książka wciągająca, wzruszająca i w jakiś sposób wartościowa. 
A czy jest sens, żeby czytali ją Polacy? Tak, mimo wad w paru kwestiach poszerza horyzonty, zwalcza stereotypy i poprawia nastrój. Warto ją przeczytać choćby dla uroku, ciepła i fragmentów takich, jak te:

Była to pierwsza rzecz Lamba, po jaką sięgnęłam. Ze wstydem przyznaję, że kupiłam ją, dowiedziawszy się, iż Leigh Hunta, siedzącego w więzieniu za obrazę księcia Walii, odwiedził jego przyjaciel nazwiskiem Lamb. Najpierw  pomógł Huntowi namalować na suficie celi błękitne niebo z chmurkami, a potem na ścianie kratę z różami. Dowiedziałam się też, że Lamb wspomógł finansowo jego rodzinę – choć sam był niezamożny. Nauczył także najmłodszą córkę Hunta odmawiać Ojcze Nasz wspak. Naturalnie, że chciałam zdobyć więcej informacji o kimś takim.

One tymczasem przyszły mnie ostrzec. (…) Elizabeth wiedziała, że moja matka była Żydówką (…) i obmyśliła pewien plan. Ponieważ i tak wszyscy mieszkańcy wyspy mieli dostać nowe dokumenty, to może zgłosiłbym się po nie jako lord Tobias Penn-Piers we własnej osobie. (…)Trzeba bym wyglądał jak lord i odpowiednio się zachowywał. Byłem przerażony.-Nonsens – stwierdziła Elizabeth. - Masz doskonałą prezencję, jesteś wysoki, ciemnowłosy, przystojny, a wszyscy lokaje doskonale umieją patrzeć na ludzi z góry. I namalowała mnie jako szesnastowiecznego Penn-Piersa. Pozowałem w aksamitnym płaszczu i w kryzie, siedząc na tle ciemnego gobelinu i mrocznego cienia i trzymając sztylet w dłoni. Wyglądałem bardzo nobliwie, posępnie i groźnie. Było to genialne posunięcie. Niecałe dwa tygodnie później do biblioteki wtargnęło bez pukania sześciu niemieckich oficerów. Przyjąłem ich, sącząc chateaux Margaux rocznik 1893 pod portretem „przodka” wiszącym nad kominkiem. Ukłonili się i zachowywali bardzo grzecznie.

"Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" 
Mary Ann Shaffe i Annie Barrow
Tłum. Joanna Puchalska (nie czytałam wersji oryginalnej, ale polskie tłumaczenie wygląda na bardzo dobre). 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kor-ka
Czas publikacji:
wtorek, 22 kwietnia 2014 03:01

Polecane wpisy

Trackback

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa