Wpisy

  • sobota, 16 czerwca 2018
    • Co czytać do Ulissesa?

      Zbiorcze zdjęcie Ulissesa i okołoulissesowych książekMam wrażenie, że część ludzi czytających Ulissesa męczy się nie dlatego, że w ogóle nie są w stanie przeczytać go ze zrozumieniem. Niektórzy potrzebują tylko na początku trochę pomocy. 

      Istnieją książki i materiały, które mogą czytanie Ulissesa znacznie uatrakcyjnić. Niektóre ułatwiają „zastartowanie” tym, którzy tego potrzebują (a mają szanse przeczytać książkę z przyjemnością, tylko bez pomocy nie potrafią wciągnąć się do zabawy).

      Niektóre warto przeczytać przed Ulissesem, inne najlepiej w trakcie pierwszego czytania, a są też takie, za które warto zabrać się dopiero przed kolejną lekturą dzieła Joyce’a. 

      Podpowiem Wam kilka przykładów.

      1) „Dublińczyk” Alfonso Zapico

      Książka

      Pięknie wydany komiks o życiu Joyce’a. Poznajemy tam realnych przyjaciół i znajomych genialnego Irlandczyka (część z nich pojawi się w "Ulissesie"). Czytamy o miejscach, książkach i wydarzeniach, które przetworzone też znalazły się w powieści. Śledzimy powstawanie utworu i jego niezwykłe losy. Wiedzieliście na przykład, że Ulisses to jedna z zakazanych książek, którą w USA komisyjnie spalono?

      Co ważne, komiks zdecydowanie nie jest peanem. Poznajemy człowieka z krwi i kości. Jeśli Joyce w czymś nabroił, to Zapico mu to uczciwie wytknął. Dostajemy historię prawdziwą, a nie lukrowaną laurkę.

      Warto przeczytać przed "Ulissesem" ale przyjemność sprawi na każdym etapie.

      Nie pomylcie „Dublińczyka” z innym komiksem Zapico - „Śladami Joyce’a”. To bardziej książka o przygodach samego ilustratora podczas zbierania materiałów do „Dublińczyka”. Dlatego nie przeceniałabym przydatności tego dziełka przy czytaniu "Ulissesa", choć znalazłam tam parę interesujących ciekawostek. Jako prawnika zaciekawiło mnie np. wyjaśnienie, czemu w "Dublińczyku" nie ma żadnego cytatu z "Ulissesa". Co akurat jest tym ciekawsze, że wkrótce po wydaniu książki dzieła Joyce'a przeszły do domeny publicznej.


      2) "Dublin z Ulissesem" Piotra Pazińskiego

      Ze środka książki

      Książka napisana jako rodzaj przewodnika po Dublinie śladami bohaterów eposu. Ma kilka przydatnych cech, dzięki którym może ułatwić jego lekturę. Bardzo pomocny byłby już nawet tylko sam słownik bohaterów "Ulissesa", który tam umieszczono. A to dopiero początek.

      Książka świetnie się nadaje do czytania równocześnie z "Ulissesem". Przed każdym epizodem warto zajrzeć do jego opisu u Pazińskiego. Zobaczycie tam zawsze mapkę, pokazującą, gdzie będziecie właśnie z bohaterami "Ulissesa" chodzić, przynajmniej kilka zdjęć, przybliżających okolicę, trochę objaśnień, fragment schematu opisującego poszczególne epizody, a przede wszystkim dowiecie się w ogóle, że właśnie jesteście w kolejnym epizodzie.

      Niestety epizody w żadnym z polskich wydań "Ulissesa" nie są wydzielone. Nie zamieszczono tam również (nawet jako dodatku, gdzieś z tyłu) słynnej rozpiski, schematu, wg którego podzielony jest "Ulisses". Szkoda. Byłoby o wiele wygodniej, gdyby spis treści samego "Ulissesa" uwzględniał podział na epizody, a na początku każdego z nich znalazł się, odnoszący się do niego, fragment schematu.

      Także dlatego "Dublin z Ulissesem" bardzo się Wam przyda, ponieważ tam te brakujące elementy znajdziecie.

      3) A co to za schemat i czemu jest taki ważny?
      Schemat rozpropagował wśród przyjaciół sam Joyce, żeby ułatwić im zrozumienie struktury eposu. Zgodnie z nim Ulisses dzieli się na 18 osobnych epizodów, które da się w książce wyodrębnić, jeżeli tylko wie się o ich istnieniu.

      Joyce spisał dwie wersje schematu. Od nazwisk obdarowanych nimi osób wyróżniamy schemat Linatiego z 1920 roku oraz schemat Gilberta z roku 1921.

      Zgodnie ze schematem, każdemu z epizodów przypisany jest epizod z „Odysei” Homera, a występującym w książce Dublińczykom przypisano role bohaterów „Odysei”. Do każdego epizodu Joyce przypisał również odrębną technikę narracji, inną naukę lub sztukę, a nawet część ciała i kolor. Przydatną częścią tej rozpiski jest też umieszczenie epizodów w konkretnym czasie, podział „Ulissesa” na godziny. Pamiętajmy, że akcja książki rozpoczyna się o 8:00 rano, a kończy ok. 3:00 w nocy.

      Wybór kolejnej książki wydaje się oczywisty.

      4) "Odyseja" Homera


      Zgodnie ze schematem Joyce'a  Odyseja stanowi rodzaj szkieletu „Ulissesa”. 

      Skoro każdy z epizodów Ulissesa nawiązuje do konkretnego epizodu z Odysei, a występujących w książce Dublińczyków Joyce łączy z bohaterami tego starożytnego poematu, to ciężko będzie ocenić ten aspekt i swobodnie z niego korzystać nie znając tak kluczowej inspiracji. Dlatego przed "Ulissesem" zdecydowanie warto przeczytać "Odyseję". 

      Dla zachęty dodam, że Odyseja - grecki epos, który ma już prawie 3000 lat, jest oczywiście dostępna, legalnie i za darmo, na Wolnych lekturach: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/homer-odyseja/

      Epos stanowi kontynuację "Iliady" -  historii wojny trojańskiej (składającej się głównie z chełpliwych przechwałek, kombinowania, kłótni, dzielenia "skóry na niedźwiedziu" oraz rozbudowanego opisu designerskich okryć poszczególnych wojów, a to wszystko przerywane od czasu do czasu walką.

      Odyseja jest o wiele ciekawsza. Tym razem śledzimy losy Odyseusza - greckiego króla i wojownika, wracającego, z przygodami, z wojny trojańskiej. Odyseusz przypadkiem nastąpił na odcisk Posejdonowi, władcy mórz, co uwzględniając fakt, że wracać miał drogą morską, poważnie mu ten powrót utrudniło, a czytelnikom (a wcześniej słuchaczom) zapewniło ciekawe, pełne magii i zanurzone w greckiej mitologii, opowieści.

      Trzeba mieć świadomość, że za czasów Joyce'a Odyseja Homera była tak popularna, jak dziś "Gwiezdne wojny" czy "Gra o tron". Ale, że nie stała za nią żadna korporacja, to była  na różne sposoby przetwarzana, wykorzystywana przez twórców. Stanowiła wówczas chętnie wykorzystywane źródło inspiracji. Joyce po prostu wpisał się w ten popularny nurt, paradoksalnie, mając szanse dotrzeć dzięki temu pomysłowi do większej grupy czytelników.

      Obecnie Odyseja jest niezbyt często czytanym, starożytnym tekstem. Ale powiedzmy sobie szczerze - ile to jest sto lat różnicy dla eposu mającego tych lat prawie trzy tysiące. Odyseja nie stała się przez ten czas mniej zrozumiała, czy mniej aktualna. Straciła natomiast swoją sławę.

      Od razu ostrzegę, że trochę Was może zdziwić brak bezpośrednich nawiązań, czy inaczej fakt, że Odyseja nie przekłada się bezpośrednio na Ulissesa. Dostrzeżenie niektórych powiązań wymaga wyjątkowo dużo dobrej woli. Odys latami, desperacko stara się latami wrócić do domu z wojny trojańskiej. Bloom wychodzi po prostu rano z domu, spaceruje po mieście, załatwia swoje sprawy i świadomie dociera do domu po północy. Na Odysa czeka w ojczyźnie żona Penelopa - wzór wierności z Sevres, dzielnie opierająca się zalotnikom, nakłaniającym ją do ponownego ożenku.  Sytuacja nieporównywalna z dniem spędzonym przez Molly - żonę Blooma. Chyba tylko o tyle, że obie nie ruszały się z domu. Rolę Telemacha - syna Odysa i Penelopy, przypisuje się w "Ulissesie" Stefanowi Dedalusowi, który miał zupełnie innych rodziców, rolę syna Blooma może zatem pełnić najwyżej symbolicznie itd.

      Co nie zmienia faktu, że byłoby wspaniale, gdyby pojawiło się w Polsce wydanie Ulissesa podzielone na rozdziały, uwzględniające zastosowany przez Joyce'a, nieoficjalnie, podział na rozdziały nawiązujące do epizodów z "Odysei". Za granicą takie wydania istnieją i czyta się je bez wątpienia wygodniej.

      5) "Portret artysty z czasów młodości" Jamesa Joyce'a

      Oba tłumaczenia książki Joyce'a: Portret artysty z czasów młodości i Portret artysty w wieku młodzieńczymPonieważ Stefan Dedalus, jeden z głównych bohaterów "Ulissesa" to alter ego samego Joyce'a, a "Portret artysty z czasów młodości" to książka nie bez powodu uważana za autobiograficzną, bez wątpienia warto ją przeczytać. Po prostu w "Ulissesie" znajdziemy tyle wątków i skojarzeń, że każda pomocna dłoń się przyda. A dzięki "Portretowi" rozpoznamy nawiązania do ludzi i wydarzeń z przeszłości Joyce'a, z którymi mogliśmy się w tej książce zapoznać. Będziemy znali już choćby rodzinę Stefana, księży z jego szkoły i parę innych osób.

      Dodatkowo "Portret" ułatwi nam zanurzenie się w klimacie, przyjrzenie się z bliska warunkom życia, zrozumienie sposobu myślenia ówczesnych Irlandczyków, ich zróżnicowane podejście do religii i polityki. Zaskakujące, ale niektóre sytuacje świetnie się przekładają na konflikty istniejące we współczesnej Polsce, np. rozmowa przy stole na temat biskupów i Parnella. Tak czy inaczej sposób myślenia Stefana z "Ulissesa", wcześniejsze przeżycia, wpływy itd. dzięki "Portretowi" jesteśmy w stanie poznać w wersji bardziej czytelnej. 

      Sięgając po tę książkę warto wiedzieć, że w Polsce przez wiele lat mieliśmy tylko jedno, za to świetne, tłumaczenie podpisane jako Zygmunt Allan, jeszcze z lat 30-tych. Istnieje teoria, że pod tym pseudonimem ukrywał się Jan Parandowski (autor słynnej "Mitologii"). Argumentem miałyby tu być podobieństwa między jego "Niebem w płomieniach" a właśnie "Portretem" Joyce'a. Tłumaczenie Allana też było poprawiane, zatem np. między wydaniem jeszcze z lat 50-tych a z lat 90-tych, można dostrzec różnice choćby w zapisie imion - pierwotnie wszystkie imiona były spolszczane, a później najwyraźniej wydawca zmienił je na anglojęzyczne. Zostawiając jednak Stefana, przez co obok Charlesa i Simona pojawia się nagle np. forma Stefku. Zakładam, że tłumacz tych zmian nie dożył. Dwa lata temu natomiast pojawiło się całkiem nowe tłumaczenie - Jerzego Jarniewicza, pod zmienionym tytułem "Portret artysty w wieku młodzieńczym". Warto zatem wiedzieć, że oba te tytuły są prawidłowe i wybrać sobie tłumaczenie.

      6) "Dublińczycy" Jamesa Joyce'a


      Kolejna książka, która pozwala nam w łatwiejszej formie poznać pojawiających się w "Ulissesie" ludzi nieco bardziej prywatnie.

      Bohaterowie "Dublińczyków" występują tam bowiem jako postacie drugoplanowe, więc będziemy już wiedzieć np. jakim łajdakiem jest Lenehan, jak przyjaciele sprytnie odmienili życie Kernana, czy jak Bob Doran poznał swoją żonę. Te szczegóły nie są kluczowe, ale "Dublińczycy" stanowią doskonałe tło dla "Ulissesa", pokazując miasto i jego mieszkańców z bliska, bez owijania w bawełnę.

      Widzimy prowincjonalne miasto biednych, często zapijaczonych albo wariujących ludzi, obdartych dzieci, wykorzystywanych kobiet, mężczyzn wyładowujących swoje frustracje na rodzinie. Po paru opowiadaniach, jeśli w kolejnej osobie kiełkuje nadzieja, podświadomie czekamy na moment, kiedy znowu zostanie brutalnie zmiażdżona.

      Tak, Dublin na przełomie wieków nie był tym otwartym, radosnym, pełnym perspektyw miastem, co teraz. Był czarną dziurą i Europą B. "Dublińczycy" pozwalają nam dostrzec i ten aspekt. Warto i ich przeczytać jeszcze przed "Ulissesem".

      7) "Irlandia. Celtycki splot" Małgorzata Goraj-Bryll i Ernest Bryll


      A to dla odmiany ogromnie przyjemna w odbiorze książka. Pozwala zanurzyć się w klimacie Irlandii, w szczególności Dublina i co dla nas ważne, ma mnóstwo literackich odniesień, przede wszystkim do "Ulissesa" i Joyce'a. Zauważyłam nawet, że ludzie, którzy nie znali "Ulissesa" mieli problem przy czytaniu. Dla osób zainteresowanych tematem to dla odmiany prawdziwa uczta.

      Większość książki wzięła na siebie Małgorzata Goraj-Bryll - ponieważ dotarła do Irlandii jako żona polskiego ambasadora, to miała dostęp do miejsc i ludzi niedostępnych dla zwykłych śmiertelników, co skrzętnie wykorzystywała, dzieląc się z nami doświadczeniami i fotografiami.

      Z drugiej strony miała zwyczaj pchać się w miejsca, których ludzie zwykle unikają, na czym też zyskała książka. A jednocześnie mogliśmy czerpać z jej wiedzy tłumaczki literatury irlandzkiej, stąd też w książce tyle różnorakich odniesień literackich.

      Wśród atrakcji - uczestniczymy w Bloomsday (imprezie śladami "Ulissesa" odbywającej się w Dublinie co roku 16 czerwca, w dniu, w którym zamknięte są wydarzenia z książki, bierzemy udział w rozmowach z osobami powiązanymi z Joyce'em i jego dziełami, poznajemy pełno  ciekawostek.

      Książka na pewno sprawi dużo frajdy osobom, które już znają "Ulissesa", przyjemnie będzie się ją też czytało jednocześnie, a czy wcześniej? Moim zdaniem tak, o ile ktoś zaczyna się już "Ulissesem" interesować.

      Harfa na stronach książki

       

      8) "Labirynt i drzewo" Piotr Paziński


      A to już opracowanie zdecydowania wymagające przeczytania "Ulissesa" wcześniej, pierwszy raz. Za to bardzo przydatna przed kolejnymi czytaniami.

      Znajdziecie w niej całe mnóstwo informacji o inspiracjach, z których korzystał Joyce. Do tego ogrom wiedzy o nawiązaniach literackich, filozoficznych, czy nawet naukowych.

      Przeanalizujecie ciekawe interpretacje i te zbyt już oderwane od rzeczywistości (jak choćby próba dopatrywania się podobieństw między spotkaniem Blooma i Stefana ze spotkaniem Dantego i Beatrycze).

      Poznacie całą masę ciekawostek. Dowiecie się, że np. "Ulisses" wcale nie był w tym czasie jedyną powieścią miejską, będziecie mieli okazję zainteresować się bliżej napisanym wcześniej "Petersburgiem" Andrieja Biełego czy po kilka lat później "Manhattan Transfer" Johna Dos Passosa i "Berlin Aleksanderplatz" Alfreda Doblina.

       Z "Labiryntu" dowiecie się, czym dokładnie jest ten strumień świadomości i monolog wewnętrzny, jak mają się do siebie oba te wyrażenia i jaki był sens ich zastosowania.

      Poznacie  Edouarda Dujardina, francuskiego symbolistę, który zainspirował Joyce'a, Zacka Bowena, który rozszyfrował muzyczne aluzje z "Ulissesa". Przeczytacie ważne dla książki nawiązania do Arystotelesa, Strabona, Eratostenesa, a nawet to Talmudu i Tory. Przestudiujecie też szczegółowe rozważania na temat poszczególnych epizodów, występujących w książce postaci itd.

      Z "Labiryntem" warto się zatem zapoznać raczej czytając "Ulissesa" już kolejny raz. Każdy natomiast może skorzystać z rady Piotra Pazińskiego i "poświęcić na lekturę więcej czasu i uwagi, niż wymaga tego przebiegnięcie od pierwszej do ostatniej strony".

       

      Marta Wieszczycka

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      sobota, 16 czerwca 2018 22:26
  • poniedziałek, 18 grudnia 2017
    • Kot kontra choinka - co robić

      Kot podgryzający choinkę, ID 63302055 © Oxygen2608 | DreamstimeŚwiąteczny horror kociarza - kot biega po choince i wszystko zrzuca, tłucze bombki i tylko czekać, aż poprzegryza kabel od lampek albo przewróci całe świąteczne drzewko.

      Czy da się tego uniknąć? Nie wiem. Spróbujmy.

      Pomysł I
      Zmień kłopotliwe ozdoby na bezpieczne
      Jest przecież tyle pięknych, innych, możliwości.

      Usuń:
      - łatwe do stłuczenia szklane bombki,
      - ozdoby z łatwymi do odgryzienia plastikowymi czy metalowymi elementami,
      - włos anielski i wstążki, żeby kot ich nie zjadł

      Pierniczek w kształcie dzwonka, wiszący na choince, fot. Marta WieszczyckaWybierz lepiej:
      -pierniczki,
      -ozdoby drewniane (najlepiej z jednej części)
      -ozdoby materiałowe (też bez łatwych do odgryzienia części)
      -ozdoby zrobione na szydełku (ale bez szklanej bombki w środku)

      Mam trochę wątpliwości co do ozdób ceramicznych. Są oczywiście trwalsze od szklanych bombek, ale jeśli upadną z większej wysokości, szczególnie na terakotę, to może im się odtłuc kawałek.

      Niezależnie od ozdoby warto też uważać na mocowanie. Jeśli kot zrzuci nawet nietłukącą się zabawkę (bo dla kota to wszystko są zabawki), to może jeszcze odgryźć sobie i zjeść mocowanie. Dlatego warto pomyśleć o takim mocowaniu, żeby kot nie mógł danej rzeczy odczepić od choinki. A jeśli nie jesteśmy w stanie tego uniknąć, to unikajmy chociaż mocowań plastikowych, czy z innych sztucznych, niebezpiecznych materiałów.

      Pomysł II
      Lampki choinkowe na baterie.

      Lampki na baterie pozwolą uniknąć kabli majtających się od choinki do kontaktu, czasem jeszcze z przedłużaczem.

      Pomysł III
      Ledowe lampki choinkowe
      Lampki ledowe zużywają na tyle mało prądu, że nawet jeśli kot jednak by taki kabel przegryzł, to napięcie będzie w nim znacznie mniejsze niż w kablu z tradycyjnymi lampkami, dzięki czemu zachowamy nieuszkodzonego czworonoga. 

      Istnieją lampki jednocześnie ledowe i na baterie. W tym roku będziemy je wypróbowywać.

      Pomysł IV
      Wybierz choinkę naturalną
      Trudno powiedzieć, czy lepszy będzie kłujący świerk, dzięki działaniom ostraszającym, czy niekłująca w razie czego dla układu pokarmowego jodła. Ale naturalna choinka, to zawsze mniejsze ryzyko, że kot zje w Święta kawałek plastiku.

      Pomysł V
      Oswojenie kota z choinką

      Na zdjęciu, podczas etapu II Diana - imię od zamiłowania do polowań, co daje pewien obraz choinkowego problemu ;) Przygarnęliśmy ją jako malutką sierotkę, dożyła u nas 22 lat, fot. Marta WieszczyckaMy mamy rodzinną, tradycyjną metodę, zmniejszającą kocie szaleństwo.

      Etap I - kładziemy choinkę na ziemi i niech kot się bawi. Może tak leżeć nawet z 2 godziny (choinka).

      Etap II - jak mu się leżąca choinka znudzi, to ją bez niczego stawiamy i niech kot dalej się bawi. 

      Etap III - jak i stojąca, nieubrana choinka się kotu już trochę znudzi, to dopiero organizujemy resztę placu zabaw ;) Wg zasad z pozostałych pomysłów.

      Na zdjęciu, podczas etapu II, nasza poprzednia kotka Diana - imię od zamiłowania do polowań na wszystko, co się rusza i nie rusza, co daje pewien obraz choinkowego problemu. Przygarnęliśmy ją jako malutką sierotkę, dożyła u nas 22 lat.

      Pomysł VI
      Przymocuj choinkę

      Stabilna choinka oznacza coś całkiem innego, jeśli nie wpływają na nią żadne siły, a co innego, jeśli biega po niej kot. Przymocuj, np. przywiąż, świąteczne drzewko dodatkowo do czegoś stabilnego. Ustaw je w takim miejscu, żeby te dodatkowe zabezpieczenia nie były zbyt widoczne.

      Pomysł VII
      A może zamiast choinki tradycyjna polska podłaźniczka?

      Przedwojenna pocztówka świąteczna, a na niej anioł z prezentami (w niektórych regionach kraju, np. w Małopolsce prezenty na Boże Narodzenie przynosi aniołek) oraz tradycyjna, polska, podwieszana pod sufitem podłaźniczka

      Na zdjęciu przedwojenna pocztówka świąteczna, a na niej anioł z prezentami (w niektórych regionach kraju, np. w Małopolsce prezenty na Boże Narodzenie przynosi aniołek) oraz tradycyjna, polska, podwieszana pod sufitem podłaźniczka.

      Czy to pomoże? Mam nadzieję.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kot kontra choinka - co robić”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 grudnia 2017 03:09
  • sobota, 11 listopada 2017
  • poniedziałek, 30 października 2017
    • W Polsce rysownicy już opisują obrazki i komiksy niewidomym

      Otwarta książka pisana alfabetem Braille'a leży w ciemności, ale jest oświetlona niebieskim światłem jak z komputera, a na niej wielki znak @ - całość to dobry symbol dostępności w Internecie - ID 18050159 © Ginasanders | DreamstimeDobra wiadomość dla osób niewidomych!
      Rysownicy zaczęli opisywać swoje obrazki i krótkie komiksy.
      U nas, w Polsce.

      Ale niewidomi są rozproszeni, dlatego trzeba do nich dotrzeć z tą informacją.

      Są rozproszeni, jak każda inna grupa, którą łączy tylko jedna przypadkowa cecha i nie jest nią bliskie sąsiedztwo. 

      W gruncie rzeczy niewiele trzeba, żeby niewidomi przestali być wykluczeni z przestrzeni elektronicznej, ale żeby dobre efekty się rozpowszechniły musimy najpierw dotrzeć do jak największej ilości osób niewidomych. Dzięki temu rysownicy, którzy zmienili podejście, dostaną odpowiedź zwrotną, zobaczą, że to co robią ma sens. Wtedy, mam nadzieję, dołączą do nich inni.

      Każdy z nas zna kogoś, kto jest niewidomy albo kogoś kto zna osobę niewidomą. Naprawdę.

      Wracając do rysowników. Kiedy Maria Apoleika, twórczyni Psich sucharków dowiedziała się, że są ludzie, dla których wszystkie jej pomysły są niedostępne, ale można to zmienić opisując rysunki, postanowiła coś z tym zrobić. Zaczęła opisywać swoje komiksy i rozmawiać z innymi rysownikami. 

      Tak zdecydowały się kolejne osoby. Efekt? Możecie śmiało zaglądać na:

      - Psie sucharki - popularne rysunki i krótkie komiksy o psach, życiu psów i życiu z psami, czasem zabawne, czasem dające do myślenia;

      - Rynn rysuje - również znane i lubiane rysunki i krótkie komiksy o życiu, w tym wiele o kotach, czasem zabawne, czasem dające do myślenia, a czasem z wykorzystaniem ciekawych gier słownych;

      Pod kreską - biolog i ilustratorka tworzy tuszem i akwarelą realistyczne rysunki ptaków, ale też zabawne obrazki i komiksy z ptakami i o życiu;

      Imana - minikomiksy zawierające spostrzeżenia z życia codziennego i dialogi wewnętrzne;

      - Nie mogę, trzymam dziecko - popularne zabawne rysunki o życiu z dzieckiem oczywiście;

      - Asperger rysowany - rysunki o życiu z zespołem Aspergera, obśmiewające związane z tym stereotypy i pokazujące, jak różne sytuacje wyglądają z perspektywy osoby z Zespołem Aspergera;

      - Torbacz Wombat - rysunki i krótkie komiksy z przygodami tego milutkiego misiowatego torbacza  (przedstawionego tu jako miłośnika ciepłych ubranek i ciasteczek) oraz jego przyjaciół.

      - I LO im. Jeronimo Martinsa - grupa z żartami o Biedronce i świeżakach.

      A na koniec bardzo przydatna grupa, z założenia służąca usuwaniu wykluczenia niewidomych, czyli:

      - Opisujemy niewidomym - gdzie osoby niewidome mogą wrzucać zdjęcia i obrazki do opisania, zdarzają się (niestety to nadal bywa problemem) nieopisane zdjęcia z gazet, z tekstem wpisanym w zdjęcie. Pojawiają się rysunki, piękne fotografie, memy, ale zdarzają się też zdjęcia odjeżdżającego pociągu, z którego trzeba odczytać numer, prośby o napisanie, co widać na filmiku, czy o odczytanie rysunkowej instrukcji. Można tam również wrzucić ciekawe zdjęcie, obrazek czy mem i od razu opisać je niewidomym.

      Dodane później (liczę, że ten fragment będzie rósł):

      - Anna Teodorczyk ilustracje - przemyślenia na temat codzienności i przygody Dolara, pieska autorki.

      - Mężczyzna spełniony - zabawna strona, ironicznie pokazująca na męskich przykładach, jak absurdalnie brzmią stereotypowe wyobrażenia na temat kobiet, 

      Reasumując:

      Jesteś rysownikiem?
      Weź przykład i też zacznij opisywać swoje rysunkowe żarty czy obrazy. Nie wykluczaj osób niewidomych.

      Jesteś osobą niewidomą?
      Enjoy! Koniecznie też pokaż osobom, które zmieniły swoje nastawienie, że było warto, daj im znać, że to ma znaczenie. A samą informację "podaj dalej".

      Jesteś dziennikarzem, Twoje materiały są dostępne w Internecie?
      Możesz uznać, że to dobry temat na artykuł. Ale nawet jeśli nie, to wystarczy, jeśli przypilnujesz, żeby zdjęcia w Twoich materiałach były naprawdę podpisane. Podpis "naklejony" na zdjęcie wyklucza niewidomych. Oni nie są w stanie tego odczytać. 

      Kimkolwiek jesteś - przekaż tę informację. Bo każdy z nas ma w swoim, choćby dalszym, otoczeniu jakąś osobę niewidomą, nawet jeśli o tym nie wie. 

       

      __
      Na wszelki wypadek, gdyby pojawiły się problemy z odczytaniem opisu obrazka, kopiuję go tutaj:

      Otwarta książka pisana alfabetem Braille'a leży w ciemności, ale jest oświetlona niebieskim światłem jak z komputera, a na niej wielki znak @ - całość to dobry symbol dostępności w Internecie. ID 18050159 © Ginasanders | Dreamstime

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 października 2017 00:53
  • piątek, 09 czerwca 2017
    • Masa śmiechu od braci Czechów

      Ostatnia Arystokratka, Evzen Bocek"Ostatnia arystokratka" - książka, na której płakałam ze śmiechu. Nie bez powodu została uznana w Czechach za najśmieszniejszą książkę roku.

      Właśnie zwrócono majątki czeskim arystokratom. W ten sposób rodowy zamek odzyskał pewien zapomniany daleko w Stanach hrabia ze swoją amerykańską żoną i opisującą całą historię córką - Marią.

      Perypetie hrabiowskiej rodziny Kostków z Kostki, od próby przemytu prochów przodków w torebkach po orzeszkach, przez próby utrzymania się w nowym kraju dzięki zostaniu atrakcją dla turystów do... a zresztą sami poczytajcie.

      O "Ostatniej Arystokratce" dowiedziałam się przypadkiem. W kolejce jakiś człowiek cały czas trząsł się ze śmiechu, właśnie to dziełko czytając. Dla mnie to była najlepsza rekomendacja książki do pośmiania się i ja się nie zawiodłam.  Jest świetna. 

      Arystokratka w ukropie, Evžen Boček"Arystokratkę w ukropie" normalnie też uznałabym pewnie za prześmieszną, gdyby nie to, że jako druga część podlegała naturalnym porównaniom i wypadła jednak na niekorzyść. Ale że pierwszy tom kończy się w zasadzie w połowie historii, to i tak warto ją przeczytać. Szczególnie, że przyznając uczciwie, ona też zapewniła mi mnóstwo śmiechu. Historie z życia zgryźliwego kasztelana, sabotującego wszelkie próby przyciągnięcia turystów do zamku, despotycznej menedżerki, kucharki nie wylewającej za kołnierz, ogrodnika hipochondryka, zwariowanej córki rodzinnego adwokata, dwóch tradycyjnie hodowanych na Kostce wielkich, niewychowywalnych psów i oczywiście uczącej się nieporadnie arystokratycznego życia hrabiowskiej rodziny, nadal potrafiły rozbawić do łez. W zamku wciąż najnowocześniejszą częścią jest pohitlerowski apartament Himmlera, jeszcze z kafelkami w swastyki, a naszych bohaterów czeka zwielokrotniona na potrzeby turystów kolacja wigilijna i wyjazd na spęd arystokracji, gdzie mocno ich zaskoczy książę Schwanzenberg, jedyna w książce postać autentyczna. Maria stara się w środku tego szaleństwa nie zwariować, co nie jest takie łatwe, szczególnie że zgodnie z rodową klątwą w zasadzie powinna już nie żyć.

      Dziennik Kasztelana, Evžen Boček"Dziennik kasztelana"
      A potem nagle okazało się, że Arystokratki napisał facet. Pierwszy szok, bo przecież obie to dzienniki nastolatki. Facet, który pracował jako kasztelan na zamku w Miloticach. Drugi szok, bo przecież w Arystokratkach najbardziej nieprzydatną osobą w całym zamku jest leniwy, odstraszający turystów kasztelan właśnie.

      Na marginesie, świetne zdjęcie zamku w Miloticach, w odróżnieniu od folderowych fotografii idealnie wpasowujące się w klimat Arystokratek, z tymi wszystkimi tablicami dla turystów przy wejściu, możecie obejrzeć TUTAJ.

      Co ciekawe, "Dziennik kasztelana" został na początku wydany... pod pseudonimem. Prawdopodobnie chodziło o opisy korupcji i małomiasteczkowych układów, które momentami się tam pojawiały, bo chyba nie o wydarzenia sprawiające, że ta książka to w zasadzie powieść grozy. Trzeci szok, ponieważ wszystko to, co w Arystokratkach stanowiło jedynie naciągany lep na turystów, wszelkie te wymyślone historie o duchach i nawiązania do zjawisk paranormalnych, w "Dzienniku Kasztelana" dzieją się naprawdę. 
      Zabawne, ale prawdziwe okazały się nawet teksty piosenek o chorobach, tworzone przez ogrodnika hipochondryka. Pisał je sam autor, dla pewnego zespołu rockowego.

      Aristokratka na koni, Evžen Boček"Te piosenki istnieją naprawdę! Jakieś dwadzieścia pięć lat temu mieliśmy taką quazi-rockową kapelę i śpiewaliśmy te piosenki na koncertach. "Piasek w nerkach" był w swoim czasie hitem w okolicy" - stwierdził sam Evžen Boček w wywiadzie dla portalu Lubimy czytać. Do tego wywiadu warto zajrzeć jeszcze z jednego powodu. W środku zamieszczono obszerny fragment "Ostatniej arystokratki". Kończy się wprawdzie przed najśmieszniejszym kawałkiem, ale i tak sprawdzicie sobie od razu, czy w ogóle pasuje Wam ten typ absurdalnego humoru.

      Na koniec dobra wiadomość dla osób, którym spodoba się seria o Arystokratkach. Autor obiecał trzecią część i słowa dotrzymał. W Czechach została wydana "Aristokratka na koni". W tej sytuacji możemy już tylko czekać, aż wydawnictwo Stara Szkoła przygotuje polskie tłumaczenie. Przy okazji zwróćcie uwagę na całkiem inny, znacznie bardziej stonowany styl okładek czeskiego wydania. Przyznam, że do mnie chyba jednak bardziej przemawia pomysł Czechów. Z drugiej strony, może naprawdę mamy aż tak inny rynek, że prosta okładka z wzorem starej, zabrudzonej tapety by się u nas zwyczajnie nie przebiła?

      Marta Wieszczycka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      piątek, 09 czerwca 2017 11:26
  • piątek, 11 listopada 2016
    • A propatriotyczny przemysł nadal w Polsce zakazany

      Barwy narodowe załącznik do ustawy o godle, barwach i hymnie RPRok w rok sprawdzam, czy nic się nie zmieniło. I nic.

      Władza się zmieniła, usta ma pełne patriotycznych frazesów. I nic.

      Polska nadal jest krajem, w którym nie można legalnie produkować w celu sprzedaży flag* czy koszulek, czapeczek, wpinek itd. z godłem czy flagą. 

      Polscy przedsiębiorcy kombinują, jak za jakiejś okupacji, czy pod innymi zaborami.

      Jeśli już produkują, to pilnują się jak mogą, żeby przypadkiem nie wyprodukować niczego zgodnie ze wzorcem. Starają się przerobić kolor (żeby była jakaś czerwień, ale jakby co, to nie taka, jak w załączniku do ustawy).

      Niektórzy wykorzystują wyjątek o wersjach stylizowanych lub artystycznie przetworzonych.

      Tylko w Polsce da się trafić na rozmowy ludzi, którzy muszą traktować jako wzorce negatywne te wszystkie wzory pokazujące, jak nasze symbole narodowe powinny być prawidłowo przedstawiane.

      Propatriotyczne gadżety można też zamówić za granicą. Bo Słowak czy Chińczyk może u siebie polskie symbole na różnych przedmiotach umieszczać. 

      A polski przedsiębiorca może bezkarnie produkować flagi amerykańskie, niemieckie, francuskie, rosyjskie. Byle tylko polskich nie produkował, bo to zabronione.

      Opisuję ten temat już szósty rok. Od tego czasu sprawa tego przepisu nawet zajęła polityków, kiedy okazało się, że PZPN nie może przez niego handlować koszulkami piłkarskimi na Euro. Ówczesny Prezydent z dumą doprowadził do "zmiany". Wprowadzono specjalne ominięcie tego przepisu dla PZPN-u itp. żeby bez obaw mogli na Euro i nie tylko koszulkami handlować.

      Ale żeby usunąć przepis, który jest po prostu głupi? Nie, po co. Dziennikarze i tak się nie zorientują, a ludzie tym bardziej.

      Temat wrócił w ostatniej debacie prezydenckiej. I tu nowy Prezydent też mnie zawiódł. Przecież to prawnik, mógł dokładnie obśmiać absurdalną "zmianę" przepisów. Zrobił to? Nie.
      Opowiadał zamiast tego coś o czekoladowych orłach, jakby to było głównym problemem.

      Nowa partia jest u władzy już od roku. Chętnie odnosi się do patriotyzmu w wypowiedziach.
      Czy zrobili coś z art. 16.1? Nie. W ustawie o godle, barwach i hymnie RP nadal można przeczytać:

      Art. 16.
      1. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego.
      2. Dozwolone jest umieszczanie na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego godła lub barw Rzeczypospolitej Polskiej w formie stylizowanej lub artystycznie przetworzonej. 

      A biedni przedsiębiorcy nadal kombinują, jak tu ominąć głupi przepis, skoro sprzedawać propatriotyczne gadżety da się w Polsce tylko stylizowane lub artystycznie przetworzone. Albo odkupione od producenta z Chin czy chociaż ze Słowacji.

      Poniżej moje wpisy na ten temat z poprzednich lat:

      - 2011 rok - "Patriotyzm zakazany... w Polsce" - opis problemu

      - 2012 rok - "Żałosny epilog na Święto Niepodległości"  - opis żałosnej niby zmiany, którą przed Euro ominięto ten przepis tylko na potrzeby PZPN-u itp. - 

      - 2013 rok -  "Patriotyczne gadżety nadal zakazane w Polsce" - ogólnie przypomniałam problem z art. 16.1 (ile można pisać o tym samym) odniosłam się do akcji "Orzeł może" i próbowałam tłumaczyć, że nasz patriotyzm może być radosny w naszych prawdziwych barwach, nie trzeba ich zmieniać na różowe

      - 2014 rok - "Patriotyzm w Polsce nadal zakazany" - nawiązanie do oburzającej sprawy procesu producenta zgaszonych naszywek oraz powtórne objaśnienie absurdalnej sytuacji prawnej w kwestii propatriotycznych gadżetów.

      -2015 rok - "Cały przemysł propatriotyczny jest w Polsce zakazany" - kolejne ogólne przypomnienie problemu z odniesieniem do wcześniejszych wydarzeń oraz do aktualnej wówczas debaty prezydenckiej.
       

      *Słowa "flaga" używam w powszechnym rozumieniu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      piątek, 11 listopada 2016 18:58
  • środa, 11 listopada 2015
    • Cały przemysł propatriotyczny jest w Polsce zakazany

      Fotografia inspirowana polskimi barwami narodowymi, fot. Marta WieszczyckaPolska dawno jest niepodległa, a przemysł propatriotyczny nadal zakazany. Politycy się zmieniają, komunizmu już dawno nie ma, a tymczasem...

      W Polsce nie wolno produkować w celu sprzedaży:

      • wpinek, pierścionków, wisiorków i innej biżuterii z orzełkiem czy flagą państwową,

      • koszulek ani czapek z polską flagą lub godłem (poza kopiami ciuszków sportowców, na których zarabiają PZPN itp.)

      • samych polskich flag,

      • śpiewników czy CD z hymnem narodowym.

      Polak może je tylko sprzedawać, kiedy np. Czech czy Niemiec wyprodukuje je wcześniej legalnie, bo za granicą. Sam ich wyprodukować nie może, bo złamałby... polskie prawo.

      Oto dowód:
      Art. 16.1. ustawy o godle, barwach i hymnie*
      Symbole Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego.

      A te symbole to... 
      Art. 1.1. Orzeł biały, biało-czerwone barwy i "Mazurek Dąbrowskiego" są symbolami Rzeczypospolitej Polskiej. 

      A naruszanie przepisów tej błędnie skonstruowanej ustawy grozi grzywną do 5 tysięcy zł albo aresztem.
      [Art. 49 § 2 Kodeksu wykroczeń]

      Czy nasi posłowie wierzą, że Polacy są trędowaci i nie powinni dotykać się do produkcji przedmiotów, na których zamieszcza się polskie symbole narodowe?

      Czy może myślą, że Polska nadal jest pod jakąś okupacją, a oni muszą reprezentować okupanta?

      Na pewno nie ma żadnego racjonalnego powodu dla istnienia tego przepisu. Komuniści, wprowadzając go lata temu, może swoje powody mieli. Władze całkowicie niepodległego kraju powinny go natychmiast usunąć.

      W zasadzie to jest tekst rocznicowy. Już piąty rok z rzędu w Święto Niepodległości opisuję jeden, absurdalny przepis, sprzeczny z ideą niepodległości.
      Jak dotąd nic się nie zmieniło.

      W tym roku próbowałam już nawet dotrzeć do polityków startujących w wyborach prezydenckich. Przygotowałam materiał opisujący bezmyślne działanie jednego z kandydatów, który jako Prezydent z wielkim hukiem doprowadził do zmiany aż dwóch różnych ustaw tak, żeby zakaz propatriotycznej produkcji zachować, zapewniając jednocześnie PZPN-owi i podobnym organizacjom możliwość handlowania sportowymi koszulkami na Euro 2012.

      Link do tamtego tekstu wrzuciłam na profile FB wszystkich kandydatów, ale to też nie pomogło.

      Co ciekawe, ten temat został nawet poruszony podczas debaty prezydenckiej Komorowski kontra Duda**. 
      Ówczesny Prezydent Komorowski oczywiście pysznił się dokonaną "zmianą", do której doprowadził i pytał przyszłego Prezydenta Dudę, czemu ten nie głosował za jego, niby taką świetną, propozycją.

      Duda mógł to spokojnie wykorzystać do wykazania, na prostym przykładzie, niekompetencji swojego interlokutora. Zamiast tego zasłonił się czekoladowym orłem.

      Komorowski zarzucił wtedy Dudzie "Albo pan po prostu nie potrafi uszanować, uznać, że jest ustawa dobra, bo nie jest pana środowiska politycznego, albo pan po prostu dostaje dyspozycje od swojego szefa partyjnego i pan ich bezmyślnie wykonuje."

      Niestety obawiam się, że mógł mieć rację, tylko z innych przyczyn niż te, które miał na myśli.

      Przecież Duda jest prawnikiem. Gdyby przeczytał ten projekt i przeczytał przepis, który jest dzięki temu projektowi omijany na potrzeby kilku organizacji, to wiedziałby, że ma w ręku argument potwierdzający brak umiejętności legislacyjnych swoich przeciwników albo ich złą wolę. A nie wiadomo, co gorsze. 

      Wtedy, oglądając debatę, skonstatowałam ze smutkiem, że... Duda najwyraźniej nawet nie zainteresował się tą zmianą i prawdopodobnie rzeczywiście ograniczył się tylko do wiedzy, że przeciwna partia chce coś zmienić. Nawet nie sprawdzając, czy ta zmiana nie jest przypadkiem bardzo złą ustawą.
      W tym momencie dotarło do mnie, że między kandydatami jednak nie ma aż tak wielkiej różnicy.  Obawiam się, że nie będziemy mieć żadnej korzyści z Prezydenta prawnika, jeśli ten nie będzie ze swoich umiejętności korzystał.

      To już wszystko, co zdarzyło się w temacie w ciągu ostatniego roku.

      Jak wspominałam, o konieczności usunięcia art. 16.1. piszę w Święto Niepodległości już piąty rok.
      Wcześniejsze teksty są tutaj:

      - 11 listopada 2011 r. - Patriotyzm zakazany... w Polsce

      - 11 listopada 2012 r. -  Żałosny epilog na Święto Niepodległości

      - 11 listopada 2013 r. - Patriotyczne gadżety nadal zakazane w Polsce

      - 11 listopada 2014 r. - Patriotyzm w Polsce nadal zakazany

       

      --
      * Ustawa o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych z dnia 31 stycznia 1980 r. tj. z dnia 2 listopada 2005 r. (Dz.U. Nr 235, poz. 2000, ze zm.) 

      ** Fragment debaty prezydenckiej Komorowski - Duda, dotyczący zmiany przepisów o godle, jest dostępny np. pod linkiem:
      http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Andrzej-Duda-i-Bronislaw-Komorowski-o-godle,wid,17558246,wiadomosc.html?ticaid=115ec8

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Cały przemysł propatriotyczny jest w Polsce zakazany”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2015 18:21
  • poniedziałek, 06 lipca 2015
    • Pies w rozgrzanym samochodzie - analiza prawna

      "Nie gotuj swojego psa", Kawiarenka Odrobiny Rozsądku

      Temat zdecydowałam się poruszyć z uwagi na oburzający materiał dotyczący próby pociągnięcia do odpowiedzialności karnej człowieka, który wybił szybę, ratując psa z rozgrzanego samochodu na parkingu-patelni pod Tesco na Bemowie, w upalny dzień.

      Fakty:

      1) W Warszawie wczoraj (5 lipca 2015 r.) panował skwar (35 stopni w... cieniu)  co mogą potwierdzić tysiące ludzi.

      2) Na terenie całego województwa Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nawet oficjalnie ogłosił alert II stopnia z powodu fali upałów.

      3) Temperatura w unieruchomionym samochodzie zaparkowanym na słońcu szybko robi się znacznie wyższa niż na zewnątrz.

      Odpowiedzialność prawna osoby, która zostawia psa w zamkniętym samochodzie w upał

      Na podstawie art. 35.1a ustawy o ochronie zwierząt osobie pozostawiającej psa w takich warunkach, grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności. Jej czyn spełnia bowiem przesłanki znęcania się nad zwierzętami, określonego w paragrafie 2 art. 6 ustawy o ochronie zwierząt:

      Zacytujmy art. 6.2.17 ustawy o ochronie zwierząt:
      "Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:
      (...)
      17) wystawianie zwierzęcia domowego lub gospodarskiego na działanie warunków atmosferycznych, które zagrażają jego zdrowiu lub życiu;" 

      Tymczasem zgodnie z art. 35.1a ustawy o ochronie zwierząt:

      "1a. Tej samej karze podlega ten, kto znęca się nad zwierzęciem."

      Tej samej, czyli, zaglądając do poprzedniego paragrafu:

      "podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."

      Tak doszliśmy do występku, zagrożonego karą do 2 lat pozbawienia wolności. Ale pamiętajmy, że kara grzywny czy ograniczenia wolności również potrafi być dotkliwa. 

      Rzecznik komendy tłumaczył właścicielkę, że "pies został pozostawiony na krótko, a samochód miał uchyloną jedną z szyb."

      Być może. Tylko że nieodpowiedzialni właściciele zwierząt zwykle tak właśnie się tłumaczą.
      A trzeba pamiętać, że zamkniętemu w samochodzie psu uchylona szyba nie wystarczy.

      "Psy chłodzą się tylko poprzez dyszenie, pocą się jedynie przez opuszki łap – przypomina Bożena Górka, lekarz weterynarii. – Upały znoszą jeszcze gorzej niż ludzie.

      Z tego samego tekstu można się też dowiedzieć, że "Nawet przy otwartym oknie w upale zwierzę narażone jest na cierpienie lub śmierć." 

      W innym tekście, kolejny weterynarz wyjaśnia: "Już minuta dla delikatnych, starszych czy chorych psów spędzona w takich warunkach grozi szybkim odwodnieniem i śmiercią w męczarniach - potwierdza dr Dorota Sumińska, weterynarz." 

      Argumenty, na które może powołać się osoba ratująca psa z rozgrzanego auta


      1) Z punktu widzenia prawa karnego, osoba wybijająca szybę w samochodzie, żeby uratować psa przed ugotowaniem, jest chroniona kontratypem stanu wyższej konieczności. Zacytujmy właściwy przepis.

      Art. 26 § 1. Kodeksu karnego:
      Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.

      Sprawa wygląda na oczywistą. Ale jeszcze na wszelki wypadek, wszystkim próbującym oceniać wartość męczarni psa, jego zdrowia i życia, w kategoriach ekonomicznych, przypomnę podstawową zasadę ustawy o ochronie zwierząt, która brzmi - zwierzę nie jest rzeczą.
      Cytując właściwy przepis:

      Art. 1 ustawy o ochronie zwierząt:
      Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą.

      Zatem nie ma wątpliwości, że ratując psa, ratujemy dobro przedstawiające wyższą wartość niż szyba. Należy tylko ocenić, czy niebezpieczeństwa można było inaczej uniknąć. W przypadku psa zamkniętego w rozgrzanym samochodzie na parkingu-patelni pod centrum handlowym, w tak upalny dzień jak wczoraj, raczej nie ma czasu na szukanie innych rozwiązań. Stan psa może się bardzo szybko pogorszyć. Szczególnie że zdarzały się już przypadki, kiedy psa wyciągnięto z samochodu jeszcze żywego, w stanie nie wzbudzającym żadnych wątpliwości, że należy go wyciągnąć, tylko... nie przeżył nocy - jak w historii sprzed miesiąca, kiedy jeszcze nawet nie było upałów. A nie chodzi tu o atrapę działania tylko o skuteczne uchylenie niebezpieczeństwa. 

      Edit: Pod wpływem Komentatora o nicku Nosiwoda, dodaję punkt 1a

      1a) Jak słusznie zwrócił uwagę Komentator, przecież stłuczona szyba może nawet nie być wystarczająco wiele warta, żeby jej zniszczenie podpadało pod Kodeks karny. Kwota graniczna obecnie wynosi 437 zł 50 gr (co stanowi 1/4 minimalnego wynagrodzenia).

      Zgodnie z art. 124 Kodeksu wykroczeń, niszczenie bądź uszkadzanie cudzej rzeczy, wartej mniej niż 1/4 minimalnego wynagrodzenia jest już tylko wykroczeniem.

      Oczywiście w Kodeksie wykroczeń również zawarto kontratyp stanu wyższej konieczności
      Art. 16 § 1. Kodeksu wykroczeń:

      "Nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane." 

       

      2) Z punktu widzenia prawa cywilnego, kontratyp stanu wyższej konieczności zawarty jest w art. 424 Kodeksu cywilnego, który brzmi:

      "Kto zniszczył lub uszkodził cudzą rzecz albo zabił lub zranił cudze zwierzę w celu odwrócenia od siebie lub od innych niebezpieczeństwa grożącego bezpośrednio od tej rzeczy lub zwierzęcia, ten nie jest odpowiedzialny za wynikłą stąd szkodę, jeżeli niebezpieczeństwa sam nie wywołał, a niebezpieczeństwu nie można było inaczej zapobiec i jeżeli ratowane dobro jest oczywiście ważniejsze aniżeli dobro naruszone."

      Tutaj również nie ma wątpliwości, że ratowane dobro (życie i zdrowie i ochronienie przed męczarnią żywego psa) jest oczywiście ważniejsze aniżeli dobro naruszone (szyba). Ratujący psa niebezpieczeństwa nie wywołał (paradoksalnie wywołał go sam właściciel szyby) i pojawiają się podobne trudności z próbami zapobieżenia niebezpieczeństwu w inny sposób.

      Jednocześnie w ogóle sytuacja, kiedy o odszkodowanie występowałaby osoba winna konieczności wywołania szkody stoi w jawnej sprzeczności z podstawowym przepisem ochronnym, pozwalającym unikać nadużycia prawa, czyli ze słynnym art. 5 Kodeksu cywilnego, który brzmi:

      "Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony."

      A w praktyce

      Warto zawołać innych ludzi, poprosić kogoś, żeby jednocześnie wezwał policję, jeśli pies na razie nie wygląda źle - tylko jak to ocenić? Można próbować wezwać właściciela - choć na wielkim, pustym parkingu to może być trudne. I jak ocenić, ile tak naprawdę psu pozostało czasu, aż przebywanie w skwarze na pewno mu trwale zaszkodzi?

      Szczególnie, że momentem granicznym wcale nie muszą być aż trwałe uszkodzenia. Przecież ustawa o ochronie zwierząt za znęcanie się uznaje już samo wystawianie zwierzęcia na działanie warunków atmosferycznych, które zagrażają jego zdrowiu lub życiu, a nie dopiero doprowadzenie do ostatecznych uszkodzeń.

      Oczywiście zupełnie inaczej wygląda ocena sytuacji, kiedy na zewnątrz jest tylko ciepło - wtedy być może świadkowie mają te parę minut, pozwalających np. wezwać zajętego zakupami właściciela, jeśli uda się szybko uzyskać możliwość puszczenia ogłoszenia w tej sprawie przez głośniki centrum handlowego. 

      Ale zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy pies jest znaleziony w taki upalny dzień, jak wczoraj, właściciela nie widać i naprawdę nie wiadomo, jak długo już się męczy. 

      W celach dowodowych można oczywiście pomyśleć o nakręceniu filmu komórką, potwierdzającego stan faktyczny, żeby nie było wątpliwości, w jakich okolicznościach do wyjęcia psa doszło... Ale pojedyncza osoba, zaskoczona widokiem męczącego się psa raczej rzadko myśli o zbieraniu dowodów, czasem nie ma też wielu możliwości ich zabezpieczania.

      Oczywiście należy wezwać odpowiednie służby - choć w upał, z uwagi na stan psa należałoby chyba jednak zacząć od dzwonienia do organizacji dysponujących szybką pomocą weterynaryjną, a dopiero potem na policję. Szczególnie jeśli nie ma wokół gapiów, którzy mogliby zająć się jednoczesnym wzywaniem pomocy. 

      Natomiast trzeba pamiętać, że tak w upalny dzień, jak wczoraj, na rozgrzanej patelni wielkiego parkingu, pies zwyczajnie może nie mieć tyle czasu, ile będą potrzebować "odpowiednie służby" na dotarcie na miejsce i znalezienie wzywającego.  
      Właśnie z uwagi na tego typu sytuacje w naszym prawie zamieszczono kontratyp stanu wyższej konieczności. 

  • wtorek, 30 czerwca 2015
    • Państwo i fikcje - mój komentarz do sprawy Jacka Podsiadło

      Niesprawiedliwość, ID 19885693 © Michael Brown | Dreamstime.com

      Znany poeta - Jacek Podsiadło w ostatnim wywiadzie oskarżył polskie państwo o masę nieprawidłowości.

      Przeczytałam cały tekst i patrząc na to wszystko jako prawnik, muszę potwierdzić, że problem naprawdę istnieje. Nieważne, że oskarżający czasem użyje niewłaściwego słowa, a czasem nie do końca wie, co było przyczyną akurat tej nieprawidłowości.

      Trzeba to powiedzieć wprost - nasze państwo ma problem z fikcjami. Czasem fikcje są wprost zapisane w prawie, czasem są efektem praktyki, ale zawsze stanowią błąd systemu, realnie niszczący życie ludziom, którzy akurat zostaną zmieleni niewłaściwym trybikiem.

      Podam przykłady:

      1) W postępowaniu uproszczonym istnieje fikcja, że nie trzeba niczego udowadniać, bo przecież, jeśli ofiara nakazu będzie mieć uwagi, to może się sprzeciwić.

      2) Ale jednocześnie istnieje sprzeczna z nią druga fikcja, że list niedoręczony jest uznawany za doręczony. No albo człowiek o czymś wie, więc się może sprzeciwić. Albo nie musi wiedzieć, ale wtedy nie udawajmy, że miał możliwość sprzeciwu.

      3) Na to nakłada się już w praktyce kolejna fikcja - sądy żyją w jakimś świecie równoległym, gdzie informacje powszechnie dostępne (nawet niekoniecznie w góglu, ale często w oficjalnych, państwowych rejestrach, też udostępnianych przez Internet) są niemożliwe do zdobycia. Jest jeszcze parę innych fikcji.

      4) W przypadku komorników istnieje fikcja, że to ktoś w rodzaju urzędnika państwowego, kiedy w praktyce mamy do czynienia raczej z przedsiębiorcą żyjącym z procentu od tego, co ściągnie. Chociaż gdyby to się jeszcze ograniczało do procentów. Niestety kolejny punkt nie pozostawia złudzeń.

      5) Jest nawet fikcja odzyskiwania wierzytelności (czyli mówiąc po ludzku fikcja odzyskiwania długu). Jeśli dłużnik prowadzi np. sklepik internetowy, więc pieniądze na konto skapują mu w małych ilościach, to komornik może wchodzić codziennie i np. widzi, że na koncie jest 141 zł - to pobiera 70 zł za swoją pracę, 70 zł zabiera bank za wykonanie wymuszonego przelewu, a wszystko to po to, żeby wierzycielowi (czyli temu, w czyim interesie niby cała akcja jest przeprowadzana) odzyskać pozostałe 1 zł. Tą metodą, po 100 takich akcjach dłużnikowi można zabrać 14 tysięcy zł, a jego dług zmniejszy się tylko o... 100 zł. Itd. itp.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 czerwca 2015 02:38
  • sobota, 02 maja 2015
    • Nielegalne symbole a Bronisław Komorowski

      Polskie flagi ze znakiem zakazu, fot. Kawiarenka Odrobiny RozsądkuTak, to prawda. Jeśli kupiłeś polską flagę, to została ona prawdopodobnie wyprodukowana nielegalnie. Albo za granicą. Takie mamy głupie prawo.

      W Polsce wolno swobodnie produkować flagi amerykańskie, rosyjskie, niemieckie, czeskie czy chińskie. Byle nie polskie, to jest zabronione. Absurd godny okupacji, a nie wolnego kraju.

      Nie wierzysz? Sprawdź w Ustawie o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych z 1980 r. (t.j. Dz.U. Nr 235, poz. 2000, 2005 r., ze zm.):

      Art. 16 1. Symbole Rzeczypospolitej Polskiej nie mogą być umieszczane na przedmiotach przeznaczonych do obrotu handlowego. 

      Co ciekawe, obecne przepisy są jeszcze bardziej restrykcyjne niż w czasach przed upadkiem komunizmu. Wtedy istniała chociaż możliwość wystąpienia do wojewody o zgodę na taką działalność. Od 2004 roku nawet ta, ograniczona możliwość, została z prawa usunięta.

      To nie jest najbardziej szkodliwy przepis w naszym prawie. Ale świetnie pokazuje problemy, które mamy z politykami. Wymieńmy je:

      1) W Polsce latami mogą istnieć aż tak głupie przepisy.

      2) Politycy się tym nie interesują, reagują najwyżej na teksty w mediach. Zwykle poznają wtedy jednostkową sprawę, np. historię pana Stasia, który padł ofiarą głupiego przepisu.

      3) Zamiast usunąć cały problem (zmienić szkodliwy przepis) politycy reagują z hukiem w jednostkowej sprawie, poprawiając los jednego pana Stasia.


      Tak było i tutaj. Sprawę wykryto w PZPN-ie, który chciał handlować piłkarskimi koszulkami na Euro. A akurat na piłkarskich koszulkach też widnieje nasze godło. Nie mogąc tego legalnie robić, zmienili godło na orzełka PZPN-u. Dziennikarze oczywiście pokazali ten przykład (sam wierzchołek góry lodowej) bez szerszego kontekstu. Wtedy sprawą zainteresowali się politycy, z Prezydentem Komorowskim na czele.

      Czy usunęli ten szkodliwy przepis? Skąd.

      Przypilnowali tylko, żeby na strojach reprezentacji (także olimpijskich) było godło (art. 3A ustawy o godle). Jednocześnie tymi strojami (to jedyny wyjątek) organizacje, które za nie odpowiadają, mogą handlować (art. 13.4 ustawy o sporcie).

      Problem został a Prezydent najwyraźniej nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale chyba był bardzo dumny z siebie i kolegów, skoro:
      Prezydent podziękował podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim za wsparcie jego inicjatywy znowelizowania ustawy o godle tak, aby "już nigdy nie było możliwe rozważanie, nawet teoretyczne, pomysłów, by zmienić coś w kierunku zanikania poczucia wspólnoty, opartej o symbolikę narodową". [Za Ekstraklasa.net]

      Tak, Prezydent wygłosił te puste słowa, po tym jak doprowadził do takiej "zmiany" prawa, że
      w Polsce nadal nie wolno produkować w celu sprzedaży:

      -flag z barwami narodowymi
      -koszulek, czapek czy wpinek z polską flagą lub godłem (poza kopiami ciuszków sportowców, bo o to prezydent osobiście i z hukiem zadbał)
      -śpiewników ani CD z hymnem narodowym.  

      Prezydent, Komorowski czy nie, nawet jeśli sam nie potrafi przeanalizować prostego, krótkiego przepisu, to powinien przynajmniej mieć od tego ludzi.
      Nikogo takiego w otoczeniu Prezydenta najwyraźniej nie ma.
      Bo przecież niemożliwe, żeby Bronisław Komorowski świadomie postąpił aż tak głupio.

      Wiecie co jest smutne? Ja ten temat opisuję z różnych stron od lat. Cierpliwie, spokojnie wyjaśniam, co i dlaczego trzeba zmienić.
      A teraz dotarło do mnie, że chyba żyję w kraju, w którym jedyna szansa, żeby dotrzeć do polityków, to kolejny tekst powiązać z wyborami. Bo dobre prawo mało którego polityka interesuje. Za to słupki wyborcze owszem. 

      Moje poprzednie teksty na temat:

      Patriotyzm zakazany w Polsce - tekst z 11.11.2011 r.
      Żałosny epilog na Święto niepodległości - tekst z 11.11.2012 r.
      Patriotyczne gadżety nadal zakazane w Polsce - tekst z 11.11.2013 r. 
      Patriotyzm w Polsce nadal zakazany - tekst z 11.11.2014 r.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      sobota, 02 maja 2015 22:03

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa