Święta - muzyka, książki, potrawy, przemyślenia

  • niedziela, 28 grudnia 2014
  • środa, 24 grudnia 2014
    • Cicha noc w językach świata - część 2

      Świąteczny klimat, fot. Marta WieszczyckaNa Wigilię obiecana "Cicha noc" w kolejnych ciekawych wykonaniach, w różnych językach.

      W poprzedniej części zachęcałam do posłuchania wersji irlandzkiej, arabskiej, zuluskiej i chińskiej, w naprawdę pięknych wykonaniach.

      Dziś pokażę Wam kolejne cztery odkrycia (no dobrze, pięć, przy fińskim nie potrafiłam się ograniczyć do jednego przykładu).

      Na początek jednak wersja, w której prawdopodobnie nigdy tej kolędy nie słyszeliście.

      1. Po hawajsku 

      "Po La'ie" śpiewa Tia Carrere, przy akompaniamencie Daniela Ho.

      Zwróćcie uwagę na nietypową melodię języka, którą udało się zadziwiająco dobrze zintegrować z melodią kolędy w tej łagodnej aranżacji.


      2.  Po grecku

      Grecy też muszą sobie poradzić z połączeniem tej kolędy ze specyficzną melodią swojego języka.

      Elena Paparizou zrobiła to naprawdę ładnie - oto drugie łagodne wykonanie w tej części. A "Cicha noc" po grecku to "Άγια Νύχτα".

      3. Po fińsku

      Teraz mocniejsze uderzenie i jednocześnie częściej w Polsce słuchany język.


      Sammy Salminen i fińska "Cicha noc", czyli "Jouluyö, Juhlayö" w wersji hardrockowo - metalowej, do której akurat ten język pasuje doskonale. 

      Choć muszę przyznać, że przy fińskim nie byłam w stanie ograniczyć się do wybrania tylko jednego wykonawcy.

      Dlatego, w zupełnie innym stylu, klimatyczne, momentami przypominające Annę Marię Jopek, "Jouluyö, Juhlayö" wyśpiewane na głosy przez zespół 
      Lauluyhtye Rajaton:

      4. Po farersku


      Na koniec ciekawostka - język, z którego istnienia większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy. Farerski to tradycyjny język Wysp Owczych - zależnego od Danii archipelagu leżącego na Morzu Norweskim. Czyli wyszło na to, że zaczynałam od wysp wulkanicznych i na wyspach wulkanicznych kończę.

      Tylko klimat całkiem inny - zimny i mroczny. Ale lekko jazzujące wykonanie Sigrid kojarzy się raczej z grzanym winem przy ciepłym kominku.

      A "Cicha noc" po farersku, to "Gleðilig Jól".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      środa, 24 grudnia 2014 03:29
  • wtorek, 16 grudnia 2014
    • Cicha noc w językach świata

      Tym razem na Święta pokażę Wam "Cichą noc" w językach, w których nie usłyszycie jej w radiu. Mało tego, o części tych języków możecie w ogóle nie wiedzieć. Ale to nie wszystko - nie ma tu żadnych przypadkowych wykonań, których jedyną zaletą byłby język.

       1. Po irlandzku:

      Część osób wie, że Enya jest Irlandką, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę, że istnieje osobny język irlandzki i nie jest to wcale angielski z irlandzkim akcentem. Enya (właśc. Eithne Patricia Ní Bhraonáin) wychowała się w domu, w którym naturalnie mówiono po irlandzku, w gaeltachcie (miejscu, w którym obowiązuje język irlandzki, czyli gaelicki) w wyjątkowej części Irlandii - w Donegalu. Zapoznawanie się z tym pięknym, celtyckim językiem ułatwiają napisy.

       

      2. Po arabsku:

      Mało kto raczej spodziewałby się w tej wersji językowej usłyszeć kolędę. Tutaj w wykonuje ją znana libańska piosenkarka Fairuz (właść. Nuhad Haddad). Brzmi niesamowicie.

      3. Po zulusku:

      Dla mnie to najbardziej egzotyczny z podanych przykładów. Ciekawie brzmią elementy etniczne w aranżacji. Przy okazji zwróćcie uwagę na ilustrację. Każdy naród lubi przedstawiać Boże Narodzenie po swojemu. W gruncie rzeczy nasze przedstawianie grupy niebieskookich blondynów, w góralskiej chacie z ośnieżonymi choinkami nie jest ani trochę bardziej realistyczne niż ta, afrykańska wersja. Śpiewa Chór św. Benedykta, kościół w Sundumbili, Mandeni, Zululand, Republika Południowej Afryki.

       

       

      4. Po chińsku:

      Osobom potrafiącym czytać po chińsku pomogą napisy. W opisie podana jest nazwa chóru dziecięcego, odpowiedzialnego za to pełne uroku wykonanie.

      Ponieważ więcej linków youtubowych w jednym tekście może się niektórym osobom nie otworzyć, przygotujcie się na drugą część przeglądu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Cicha noc w językach świata”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 00:30
  • środa, 25 grudnia 2013
    • Szpieg na Boże Narodzenie - trzej królowie w wersji szpiegowskiej

      "Szpieg na Boże Narodzenie" David Morrell

      okładkaRzecz dzieje się w Boże Narodzenie w Santa Fe w Nowym Meksyku w Stanach. Domki pełne południowego uroku, ale w górach, dzięki czemu zimą często pada tam śnieg. Mają tam nawet kurort narciarski i oczywiście mnóstwo ludzi zjeżdża do miasta oglądać bożonarodzeniowe dekoracje na tak wyjątkowym tle.

      Wśród tych tłumów i klimatycznych uliczek ucieka Paul (amerykański szpieg rosyjskiego pochodzenia) ścigany przez rosyjską mafię. Pod kurtką niesie niemowlę wykradzione mafiozom, które ma przynieść światu pokój. W rzeczywistości to po prostu dziecko człowieka, który może doprowadzić do zakończenia konflikt izraelsko-palestyński. Nie zrobi tego, jeśli szantażyści będą przetrzymywali jego synka. 

      W tym samym czasie w jednym z tych ślicznych domów przerażony chłopiec widzi, jak jego pijany ojciec bije matkę, upewnia się, że nie będzie mogła wezwać policji, w tym rozbija młotkiem wszystkie telefony i wychodzi.

      Przypadek (albo nie?) sprawia, że Paul i niemowlę trafiają pod ich dach. Na szczęście w zestawie umiejętności szpiegowskich znalazły się też informacje, pozwalające nakarmić niemowlę w domu bez mleka i butelki ze smoczkiem (wg podziękowań, konsultowane przez pediatrę).

      Czekając na atak z zewnątrz Paul opowiada chłopcu i jego matce niezwykłą, szpiegowską wersję Bożego Narodzenia.

      Szczególną rolę w tej alternatywnej interpretacji pełnią Trzej Królowie.

      Nie jestem miłośniczką klasycznych thrillerów, ale ten jest nietypowy i dlatego nawet mi się spodobał. To co dla mnie jest zaletą, dla niektórych miłośników Davida Morrella może być wadą. Ale bądźmy szczerzy, ja dla odmiany raczej nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby mi ją reklamowano, jako książkę autora powieści zekranizowanej jako Rambo.
        

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      środa, 25 grudnia 2013 23:23
  • piątek, 20 grudnia 2013
    • Pierniczki świąteczne dla laików - na ostatnią chwilę

      Nasze pierniczkiW tym roku upiekliśmy z Danielem własne pierniczki.
      Korzystaliśmy z przepisu z Moich wypieków na szybkie pierniczki, bo tylko tam obiecywali, że ich pierniczki nie muszą nigdzie odczekiwać i dochodzić. 
      Oczywiście jako laicy nie wiemy, ile to jest np. 13 dag miodu, na szczęście Lobby wie wszystko. Zatem spis składników w tłumaczeniu na ludzki (w alfabecie łyżek i szklanek) brzmi:
      -1 i 3/4 szklanki mąki pszennej,
      -trochę ponad pół szklanki mąki żytniej,
      -2 duże jajka,
      -3/4 szklanki cukru pudru,
      -pół (dwustugramowej) kostki masła, miękkiego, 
      -4-5 łyżek miodu,
      -1 łyżka przyprawy do piernika,
      -1 łyżka kakao,
      -1 łyżeczka sody oczyszczonej.

      Do lukrowania laikom przydadzą się pisaki cukrowe. Jeśli chcecie być ambitniejsi, potrzebujecie jeszcze szklankę cukru pudru, białko, może nawet barwniki spożywcze i dekorator do ciast z odpowiednią, nie za grubą końcówką. Ale my lukru samodzielnie nie robiliśmy. Jako laicy nabyliśmy tzw. pisaki cukrowe, z lukrem w 4 kolorach i jesteśmy zadowoleni.
      Dla kurażu przeczytaliśmy jeszcze opis wykonania pierniczków w Kieszeniach jak ocean i jakoś poszło.


      Jeśli mielibyśmy dodawać własne uwagi laików, to brzmiałyby one tak:

      Nasze pierniczki na choince1) Kupowanie porządnego miodu staje się ostatnio nie lada wyczynem, skoro Daniel w całym wielkim supermarkecie znanej francuskiej marki nie znalazł żadnego, który nie chowałby się za enigmatycznym "mieszanka miodów z krajów UE i spoza UE". Na szczęście w sklepach zdarzają się jeszcze polskie miody.

      2) W pierwotnym przepisie sugerowano rozpuszczone masło. Na szczęście nie próbowaliśmy go rozpuszczać. Jako irlandofile wzięliśmy po prostu Kerrygold - irlandzkie masło, prawdziwe, ale od razu miękkie, takie dziwo. Okazało się wystarczające, co oznacza że zwykłe masło też wystarczyłoby zostawić na trochę, żeby zmiękło, nie trzeba go od razu rozpuszczać. 

      3) Na przyprawy do piernika często składają się takie "przyprawy" jak cukier, kakao, mąka, glukoza. Ciężko znaleźć coś bez wypełniaczy. Można oczywiście przygotować własną mieszankę - jeśli się nie jest początkującym kulinarnym laikiem - swoją drogą chyba nie istnieje coś takiego jak początkujący laik, bo musiałby wracać do początków po wcześniejszym byciu nielaikiem.
      Tak czy inaczej z przypraw bez wypełniaczy na placu boju pozostały:
      -Podlaska przyprawa do pierników i innych ciast - zawiera wszystko co trzeba, a dodatkowo jeszcze skórkę z pomarańczy, nie ma wypełniaczy, tylko nie była dostępna w naszej okolicy w przedświątecznym zamieszaniu;
      -Kotanyi - tej użyliśmy.

      Rybka4) Z tą mąką... Wypieki pisały, że ciasto może być klejące. No nie może. U laików nie może, bo pierniczki przyklejają się do foremek, przelewają się przez dłonie, nóż, czy czym tam laicy (my) próbują je przenosić. Kieszenie też miały z tym problem, tylko zabawniej go opisały. Zatem ciasto nie może być lepiące. Owszem nie dodawaliśmy mąki, ale:
      -w końcu zaczęliśmy od serca podsypywać mąkę na stolnicę i wałek
      -i to mimo przetrzymania ciasta przez dobrych kilkanaście zdrowasiek w lodówce.

      5) Podczas zdobienia w końcu udało mi się odkryć, że lukier źle nałożony szybko można zetrzeć, a ciężki do ułożenia daje się poprawiać w wersji półzastygniętej. 

      6) Dziurki dobrze się robi słomkami do lemoniady. Dziurkom zdarza się w czasie pieczenia częściowo zarosnąć. Na szczęście od razu po wyjęciu z piekarnika, pierniczki są na tyle miękkie, że da się bezpiecznie te dziurki poszerzyć, np. za pomocą wykałaczki. Ale trzeba to zrobić bardzo szybko, zanim pierniczki nie stwardnieją.

      7) 8 minut wg przepisu, to 8 minut, a nie "oj takie jakieś grubiutkie brzuszki im się zrobiły, lepiej potrzymajmy je dłużej". Chociaż z drugiej strony troszkę zbyt przypieczone pierniczki też są smaczne. A skoro te udane trafiają na choinkę, przy dobrym doborze foremek mało co się pokruszy, tymczasem zainteresowanych spróbowaniem nagle zrobiła się czwórka...

      W każdym razie na zdjęciu prezentujemy ilość pierniczków, która ostała się do celów choinkowo-wieszawczych. Jakieś może 70%, trudno stwierdzić.
      Reasumując - pierniczki wyszły i są pyszne. A procedura wytwarzania została przetestowana przez laików.

      Nasze pierniczki
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      piątek, 20 grudnia 2013 04:05
  • środa, 18 grudnia 2013
    • Zimowe opowieści znanych pisarzy

      Opowiadania bożonarodzenioweTę książkę stworzono z myślą o dzieciach. Wielkie, kwadratowe tomiszcze w twardej oprawie, z wygodną, bardzo dużą czcionką i rysunkami prawie na każdej stronie. Ewidentnie wydawca dzieci miał na myśli. Ale wypełnił ją opowieściami wybitnych pisarzy, ciekawymi, wciągającymi i nie przypominającymi naiwnych świątecznych bajek, jakich pełno teraz na księgarskich półkach. Czasem pokazują twardsze niż dziś życie XIX-wiecznych ludzi i mogą wywołać dodatkowe dziecięce pytania. Ale czy to źle?
      Generalnie nie, choć czasem mogą się pojawiać pytania, czy rzeczywiście wszystkie te opowiadania są dla dzieci. Dlatego na końcu spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

      Pewną wadą jest tytuł - "Opowiadania bożonarodzeniowe". Kiedy do samego Bożego Narodzenia odnosi się tam (i to też mniej lub bardziej) zaledwie 5 opowiadań z 13. 
      O wiele lepszym tytułem byłby zatem "Zimowe opowieści" - i bliższym prawdzie i ludzie nie ograniczaliby błędnie zainteresowania książką do czasu adwentu i Bożego Narodzenia. 

      A co znajdziemy w środku?

      1) Aleksander Afanasjew "Mrózko" - klasyczna rosyjska zimowa bajka. Co ważne Afanasjew niczego nie wymyślał, tylko zbierał prawdziwe bajki, krążące po rosyjskich wsiach, ponieważ był XIX-wiecznym badaczem etnograficznym. W bajce podoba mi się też, że dobra siostra wyjątkowo nie jest najmłodsza, tylko najstarsza. To że ma na imię Marfusza (rosyjska wersja Marty) stanowi dla mnie tylko dodatkowy atut.

      2) Hans Christian Andersen "Dziewczynka z zapałkami" - przedstawiania nie wymaga (BN).

      3) Jakub i Wilhelm Grimm "Pani Holle" - stara baśń niemiecka. Ponoć do tej pory, kiedy w Hesji pada śnieg, mówią "Pani Holle ściele swoje łóżko.


      4) Karel Čapek "Ślady" - Čapek to jeden z najbardziej inteligentnych pisarzy, jakich kiedykolwiek nosiła ziemia. Uwielbiam go odkąd przeczytałam jego mądrą, wręcz proroczą "Inwazję Jaszczurów", którą też Wam serdecznie polecam. Ślady to trochę dziwne opowiadanie, z zagadką bez rozwiązania, za to z bardzo ciekawym zestawieniem różnego myślenia o naturze rzeczywistości.

      5) Jack London "Za zdrowie wędrowca na szlaku" - lubię tę opowieść. Na tle śnieżnej zimy, życia twardzieli na Alasce z czasów gorączki złota, autor stawia fundamentalne pytanie o to, co jest ważniejsze - prawo, czy sprawiedliwość.


      6) O. Henry (właść. Wiliam Sydney Porter) "Dary trzech króli" (BN) 
      Bardzo znane opowiadanie, na pewno już się z nim zetknęliście. O młodym, biednym i kochającym się, nie za mądrym małżeństwie - nie mieli nic tylko siebie i ona miała najpiękniejsze w świecie długie włosy, a on najwspanialszy zegarek i oboje koniecznie chcieli podarować sobie wzajemnie prezenty na Boże Narodzenie. Sama nie przepadam za tą opowieścią i nie zgadzam się z konkluzją autora. Ale mogło być gorzej. Pewna matka w dzisiejszej Polsce tak bardzo chciała wyprawić swojemu dziecku godną komunię, że poszła zbierać pieniądze jako prostytutka. O. Henry aż tak daleko się nie posunął, ale nie wiem, czy ta nieszczęsna kobieta przypadkiem nie czytała jego opowiadania w dzieciństwie i nie uwierzyła autorowi.

      7) Hans Christian Andersen "Dzieje roku" - ciekawe opowiadanie, w którym Andersen zestawia ze sobą współczesne już od jego czasów rozumienie roku, jego początku, końca i pór, ze starymi wierzeniami, jakoś tak bardziej naturalnymi.

      8) Aleksander Puszkin "Zamieć" - wszystkie te trzy rosyjskie opowiadania o zawiejach i zamieciach mogą być ciekawym doświadczeniem szczególnie dla dzieci wychowywanych za granicą, w krajach, gdzie śnieg zdarza się rzadko. Ale i w dzisiejszej Polsce, szczególnie w miastach, zwykle nie znajdujemy się w sytuacji, w której zawieja miałaby szansę wpłynąć na nasze losy. Akurat opowiadanie Puszkina jest do tego jest zabawne, pisane lekko, a bohaterowie nie są traktowani do końca poważnie. Przyjemnie się je czyta.

      9) Michaił Bułhakow "Zawieja" - to nie jest fikcja. Uwielbiany autor "Mistrza i Małgorzaty" naprawdę z wykształcenia był lekarzem i w tym opowiadaniu nawiązał do rzeczywistych wydarzeń ze swojej praktyki. Z noty biograficznej na końcu książki wynika, że to opowiadanie pierwotnie ukazało się w jednym z czasopism medycznych. Historia działa się w czas straszliwej zamieci, a autor opisuje ją sucho, tak jak zapewne ją widział oczami nieprawdopodobnie przemęczonego lekarza. Ale i tak bohaterowie zapadają w pamięć i człowieka dosięga żal. Z drugiej strony ta opowieść i tak jest bardziej optymistyczna niż niektóre historie z naszych nowoczesnych szpitali, gdzie dla odmiany czasem jest wszystko, poza dobrą wolą lekarzy...

      10) Lew Tołstoj "Zamieć. Opowiadanie" - Jeśli do tej pory nie zrozumieliśmy jeszcze, czym jest zamieć, Tołstoj pokaże nam ją z całą mocą. W dzisiejszym, miejskim życiu, przyroda rzadko daje nam odczuć realne zagrożenie, kiedy moglibyśmy poczuć siłę natury. Najbliżej niej jesteśmy stojąc na przystanku, kiedy autobus się spóźnia. Może warto dzieciom z takimi doświadczeniami poczytać tę opowieść...

      11) Vladimir Hulpach i Algonkinowie "Szingebis i północny wiatr" - baśń zaczerpnięta przez Hulpacha od indiańskiego plemienia Algonkinów - o odważnym człowieku, który zdecydował się stanąć twarzą w twarz ze straszliwym północnym wiatrem. Dla ludzi żyjących tak blisko natury była to zapewne historia pozwalająca oswajać ciężkie, zimowe miesiące i tłumaczyć różnice między porami roku.

      12) Alphonse Daudet "Trzy ciche msze. Opowieść wigilijna" (BN) - oryginalna opowieść o pewnym księdzu, który stanął pomiędzy celebracją Bożego Narodzenia a grzechem łakomstwa.

      13) Adalbert Stifter "Święta noc" (BN) - opowieść o austriackich bożonarodzeniowych zwyczajach i wierzeniach.

      Czy te opowiadania są dla dzieci? 

      Po rozmowie z pewną bardzo mądrą mamą postanowiłam dokładniej przemyśleć te wątpliwości.

      Oczywiście dla małych dzieci będą zwyczajnie niezrozumiałe. Na poziomie pięcio- sześciolatka pewnie jest najwyżej kilka opowiadań. Ale przyjmując, że opowiadanie nie będzie dla dziecka za trudne, czy to w ogóle są opowiadania dla dzieci?

      Wychodzi mi, że:
      -Hulpach z indianami (11) i Andersen "Dzieje roku" (7) to zupełnie nieszkodliwe mity. Nawet nikt nie ginie;

      -Stifler (13) opowiedział po prostu o tym, jak dzieci w Austrii czekają na prezenty, które według miejscowych wierzeń, przynosi im dzieciątko Jezus. Nikt nie ginie, nikt z nikim nie walczy;

      -Afanasjew (1) i Grimmowie (3) to klasyczne, stare bajki. Generalnie niegroźne, choć jak to w dawnych bajkach, złe siostry spotyka "zasłużona" kara, drastyczna jak na dzisiejsze rozumienie. Można się oczywiście zastanawiać, dlaczego w dawnych bajkach ocenie i porównaniu podlegają zawsze dziewczęta, a nie chłopcy i dlaczego tak premiowana jest skromność i pracowitość, ale na plus należy im policzyć, że odpuścili sobie klasyczny bajkowy stereotyp, zgodnie z którym dobra siostra powinna być młodsza, ładniejsza i blond, a zła starsza, brzydsza i najlepiej czarna;

      -Puszkin (8) i Daudet (12) to takie trochę nawet zabawne i dość lekko napisane opowiadania. Też się moim zdaniem nadają dla dzieci;

      -London (5) jest trochę trudniejszy i dzieciom nie spodoba się jedno zdanie - o konieczności zabijania psów z zaprzęgu, o ile zrozumieją, że to o to chodzi. Jest rzucone przy okazji i w zawoalowany sposób, czytając można je pominąć bez szkody dla wartości opowiadania;

      -Čapek (4) opisał zagadkę bez odpowiedzi, co może się okazać zbyt wysokim poziomem abstrakcji, ale może niekoniecznie, nie wiem;

      -Tołstoj (10) szczególnie dla młodszych dzieci będzie trochę za ciężki, chociaż nic groźnego tam się w zasadzie nie dzieje, po prostu jeżdżą w zamieci, nie mogą się zdecydować, zawracają, mylą drogę, a opowiadającego męczą wspomnienia o lecie i... no tak, przypomina sobie historię o topielcu;

      -Bułhakow (9) opowiedział prawdziwą, autobiograficzną historię. Dochodzi tam do nieszczęścia, które w odróżnieniu od historii o topielcu jest opowiedziane tak, że niby autor wcale się o to nie starał, ale ciężko się nim nie przejąć. To może być zbyt stresujące dla dziecka. Na wszelki wypadek proponuję, żeby dorosły sam najpierw sobie tę historię przeczytał. Dodatkowo niektóre określenia medyczne mogą też być niezrozumiałe, szczególnie dla młodszych dzieci;

      -Dziewczynka z zapałkami (2) - sami oceńcie. Tak naprawdę jest straszniejsza od pozostałych, bo to historia zamarzającej dziewczynki...

      -O'Henry (6) stworzył opowiadanie, w którym wprawdzie nikt nie ginie, ale raczej przeczytałabym je jako wstęp do dyskusji o histerii prezentowej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      środa, 18 grudnia 2013 03:58
  • poniedziałek, 16 grudnia 2013
    • "Przybieżeli pasterze" Jan Karon

      Przybierzeli pasterze, Jan KaronKolejna amerykańska książka świąteczna, która trafiła do mnie z powodu odniesień do Irlandii.
      W praktyce odniesienia okazały się niezbyt istotne, Irlandia pozostaje bardziej symbolem czy marzeniem, ale książka może być relaksującą lekturą na Boże Narodzenie.

      Nie spodziewajcie się po niej akcji czy ambitnych pomysłów, nie w tym celu ją stworzono.
      Raczej powstała, żeby zapewnić czytelnikom możliwość zanurzenia się w ciepłą atmosferę małego, urokliwego miasteczka, gdzie przyjaźni, religijni mieszkańcy najpierw spokojnie cieszą się urokami jesieni, a dopiero później Bożym Narodzeniem. Autorka wprost krytykuje bezsens robienia świątecznego zamieszania zaraz po Halloween, do klimatu Świąt przechodząc dopiero w odpowiednim momencie. Prezentami, które sprawiają ludziom przyjemność są tam albo rzeczy własnoręcznie wykonane, w tym ciasta albo książki. Jedna z bohaterek prowadzi klimatyczną księgarnię w dawnym stylu - taką, jakie w realnym świecie są już coraz częściej wypierane przez wielkie sieci księgarskie.
      Z nietypowych w dzisiejszych książkach czy filmach elementów - żona jednego z bohaterów mieszka w innym mieście, żeby opiekować się chorą matką. Wśród bohaterów w ogóle spore znaczenie mają starsi ludzie, w większości kochające się małżeństwa. Wśród nich główny bohater - emerytowany pastor, który wymarzył sobie odrestaurowanie starej szopki, wypatrzonej w sklepie z antykami. Pomagają mu w tym przyjaciele i tak niespiesznie toczy się cała historia.
      Co ciekawe, inspiracją dla autorki była prawdziwa zniszczona szopka, która rzeczywiście została odnowiona. Szkoda, że w ramach ilustracji nie dołączono zdjęć.

      Skoro już jestem przy uwagach, to wstrząsnęła mną głupota tego fragmentu: "Tak wiele rodzin przyszło po swoje torby z żywnością... Podobno więcej ludzi usiądzie do bożonarodzeniowej kolacji w Mitford i Wesley niż kiedykolwiek przedtem. 

      No tak, przecież bez odpowiednich składników do świątecznej kolacji by nie zasiedli. Tu przypominam sobie te wszystkie historie ludzi, którzy spędzali Boże Narodzenie w naprawdę trudnych warunkach - w czasie wojny, czy zesłani na Sybir. I z jakim przejęciem ci ludzie uroczyście obchodzili Wigilię, a po latach wspominali ją jako szczególnie ważną. Nawet jeśli w ramach potraw atrakcją było po prostu więcej chleba, albo zdobyta skądś fasola.
      Ale być może Amerykanie naprawdę mają aż tak ograniczoną wyobraźnię i tak głęboko zakorzeniony konsumpcyjny styl życia...

      Swoją drogą czasem też się zastanawiam, jak może ze sobą współistnieć Ameryka Santa Clausa, świątecznej Coca-Coli, szału prezentów od października, season greetings, sezonowych (bo przecież nie bożonarodzeniowych) piosenek, a z drugiej strony Ameryka jako kraj, w którym mieszka masa bardzo religijnych ludzi.

      Nie wiem. Książka w każdym razie zapewnia zanurzenie w prowincjonalnym, nieco staroświeckim amerykańskim świecie, gdzie nie dotarły wielkie sieci, a wspólnoty jeszcze nie rozbił indywidualizm za wszelką cenę. I gdzie konkretny człowiek (a nie wielka sieć) może dobrze sobie radzić prowadząc księgarnię, czy sklep z antykami. Takie świąteczne marzenie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 grudnia 2013 21:16
  • piątek, 13 grudnia 2013
    • Irlandzkie Święta w Stanach

      Szukając irlandzkich śladów w świątecznych książkach trafiłam na "Święta u Coole'ów".
      Czytając moją poprzednią recenzję, można było dojść do wniosku, że niektóre książki świąteczne są zbyt schematyczne i lukrowane, a do tego jak na pozycję z irlandzkimi elementami, było tam stanowczo za mało Irlandczyków.
      Niech już będą te Stany, ale człowiek zaczynał tęsknić za prawdziwymi, pełnokrwistymi, irlandzkimi bohaterami, w stylu "Fairytale of New York" - The Pogues and Kirsty MacColl



      albo "The Season's Upon Us" Dropkick Murphys

       

      Cóż, można powiedzieć - uważaj o co prosisz, bo jeszcze to otrzymasz. Zatem trzymajcie się mocno:

      "Święta u Coole'ów" Michael Gregory Stephens

      Święta u Coole'ów, Michael Gregory StephensRodzina O'Coole (teraz już wygodniej i bardziej po amerykańsku Coole) to biedni, wielodzietni, potomkowie irlandzkich emigrantów.

      Ojciec nie lubi świąt Bożego Narodzenia, bo kiedy był chłopcem, zapaliła się choinka i dom spalił się aż do fundamentów. To jeden z niewielu fragmentów nadających się do zacytowania.

      Ich Święta są beznadziejne, z awanturami, przemocą w rodzinie, alkoholem, narkotykami i generalnie z patologią w tle. A że akcja powieści odnosi się do lat 60-tych, to do tego dochodzą jeszcze nikogo wówczas w Stanach nie dziwiące rasizm i mizoginia. W dalszych wątkach (odwiedziny jednego z chłopców u rodziny) można dojrzeć nawet element pedofilii.

      Pojawiają się też oczywiście odniesienia literackie i filmowe. No właśnie, to dobry moment, żeby przypomnieć, że w irlandzkiej literaturze istnieje mocny nurt powieści naturalistycznej, ze słynnym Ulissesem Joyce'a na czele.

      M.G. Stephens jednak chyba szczególnie się starał odcisnąć w tym nurcie swoje piętno. Opis obrzydliwości, który odrzucił mnie od Ulissesa, znalazłam tutaj już na 27 stronie i to nie jest fragment nadający się do cytowania, a jeszcze wcale nie jest najgorszy.

      Autor naprawdę bardzo się starał, żeby zagęszczenie naturalistycznych obrzydliwości odrzucało czytelnika już od początku.

      Do tego ta książka jest naprawdę bardzo irlandzka i prawdziwa w wersji pasującej do swoich czasów. To nie jedyny amerykański przykład historii irlandzkiej wieloletniej rodziny z przemocą i alkoholem i beznadzieją w tle.
      Sam nienawidziła tego aspektu bycia Irlandczykiem, tego nastawienia na pecha życiowego (...)

      Jakim cudem niepostrzeżenie Irlandczycy przeszli metamorfozę do najbardziej wyluzowanych gości, którzy rozkręcą każdą imprezę - nie wiem. 

      Tu jesteśmy jeszcze na etapie - matka upijając się rozmawia z Matką Boską, rozbita po tym, jak po kolejnym poronieniu spuściła dziecko w toalecie, ojciec pracuje w służbie publicznej, a dumny z dzieci jest chyba tylko, kiedy odbiera Emmeta z komisariatu i może się tym faktem pochwalić w pubie itd.

      W zasadzie Emmet "Bestia" to chyba jedyny choć trochę zabawny element tej rodzinnej układanki. W wieku czternastu lat rozchorował się tak poważnie, że lekarze zapowiedzieli mu maksymalnie 2 lata życia. Uciekł ze Szpitala Miłosierdzia, przebrany za zakonnicę, został pijakiem i największym rozrabiaką w okolicy. Jednocześnie dbał o siebie i nawet najbardziej nieprzytomny nigdy nie zapominał o tabletkach. W efekcie:

      Mój kłopot polega na tym, że mam dwadzieścia siedem lat, żyję, a zachowuję się ciągle tak, jakbym miał piętnaście i rok życia przed sobą.

      Pozostał mu tylko rok życia Wysoki Sądzie!
      Ułaskawiano go, ponieważ osoby urzędowe myślały, że do roku pozbędą się tego chudego blond burzyciela ładu społecznego i kolejny rok będzie przyjemny, z Bestią martwym i pogrzebanym (...)

      Ale uczciwie rzecz ujmując, ta książka naprawdę nadaje się do czytania raczej przez najtwardszych miłośników wszystkiego, co irlandzkie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      piątek, 13 grudnia 2013 01:03
  • środa, 11 grudnia 2013
    • "Najdłuższa noc" Mary Higgins Clark

      Kolejna recenzja do Świątecznego Maratonu Książkowego 2013, to kontynuacja szukania w świątecznych książkach irlandzkich śladów.
      Rzecz dzieje się  w Stanach, tyle tylko, że pojawiają się tam potomkowie irlandzkich imigrantów.

      "Najdłuższa noc" Mary Higgins Clark

      Najdłuższa noc, Mary Higgins ClarkMłoda dziewczyna porzuca w grudniową noc niemowlę w wózku pod kościołem i biegnie zadzwonić do parafii. Tej samej nocy złodziej wynosi z kościoła cenny puchar dawnego biskupa, do którego cała parafia się nieomal modli. Złodziej uruchamia cichy alarm, pojawia się policja, dziewczyna uznaje, że najwyraźniej znaleziono już jej dziecko. To tymczasem znika razem z wózkiem i złodziejem, który na szczęście posiadał też opiekuńczą, religijną ciocię.

      Jeśli szukacie książki przyjemnej, stereotypowej i przewidywalnej jak masa marnych amerykańskich filmów świątecznych, to nie czytajcie dalej tej recenzji, dobrze trafiliście, będziecie zadowoleni.

      To, że książka będzie marna, można się było domyślić już po pierwszym zdaniu, zamieszczonym w Podziękowaniach:

      "Kiedy mój wydawca, Michael Korda, zadzwonił z propozycją napisania książki na Boże Narodzenie, usłyszał w odpowiedzi:
      -Michael, odkładam słuchawkę."

      Wraz z tym fragmentem książka mogłaby służyć za ilustrację do tematu "skąd się biorą te wszystkie, przewidywalne, amerykańskie świąteczne scenariusze"?

      Potomkowie irlandzkich imigrantów, podobnie jak włoskich, są tu tylko niezbędnym elementem dekoracji, jako katolicka społeczność, pasująca do zakonnic i pucharu traktowanego jak relikwia.

      Dalej akcja rozwija się wg jasnego scenariusza (uwaga spojler). Ci dobrzy - zakonnice prowadzące świetlicę, gdzie dzieci pracujących rodziców mogą mogą przebywać pod dobrą opieką do wieczora. Ci źli - oszuści fałszujący testament, żeby ukraść kamienicę, do której miały się przeprowadzić zakonnice z dziećmi, żeby świetlica nie została zamknięta. Świetlicy obowiązkowo musi grozić zamknięcie, bez tego nie byłoby dramy. Superbohater - sprzątaczka, która została milionerką po wygraniu na loterii, a pieniądze spowodowały, że nagle odkryła w sobie talenty detektywistyczny i dziennikarski. 

      Dziecko oraz puchar oczywiście odnajdują się na końcu w odpowiednio atrakcyjnych okolicznościach, w samym środku przedstawienia jasełkowego, w którym dziewczynka rzecz jasna odgrywa główną rolę. Oczywiście też, jak w niektórych amerykańskich filmach, oszuści nie zostają wcale oddani w ręce policji, a poprzednie fałszerstwa przebadane. Bohaterowie po prostu informują oszustów, że o wszystkim wiedzą, na co oni się wyprowadzają. 

      Książka ma jednak dwie zalety - wskazuje absurdy prawne (wyśrubowane przepisy dotyczące warunków w jakich można opiekować się dziećmi, powodują, że wiele dzieci zostaje do czasu powrotu rodziców z pracy w znacznie gorszych warunkach, do tego bez opieki).
      Do tego jest napisana dość zgrabnie i pasuje do świątecznego klimatu.



       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      środa, 11 grudnia 2013 16:37
  • wtorek, 10 grudnia 2013
    • "Podarunek" Cecelia Ahern

      Kontynuując Świąteczny Maraton Książkowy 2013 - zaczęłam w książkach świątecznych szukać irlandzkich śladów.
      W tym celu przeczytałam 4 pozycje. Przyznam uczciwie, że z różnym skutkiem. Pierwszą jest:

      "Podarunek" Cecelii Ahern
      Podarunek, Cecelia AhernThe Gift, Cecelia AhernJedyna książka z tego zestawu, która w całości dzieje się w Irlandii.
      Poetycki klimat, odrobina magii, współczesne irlandzkie realia i niepewność, co wydarzy się dalej, czyli całkiem niezły przepis na świąteczną książkę, szczególnie dla miłośników zielonej wyspy.

      Przed Świętami na jeden z dublińskich posterunków przywożą nastolatka, który wrzucił wielkiego indyka przez szybę salonu do domu swojego znienawidzonego ojca. Stary policjant zaczyna opowiadać mu zadziwiającą historię, którą właśnie skończyli rozpracowywać.
      Lou z żoną i dwójką malutkich dzieci, dla których nigdy nie ma czasu, mieszka w willi na przepięknym półwyspie Howth, zaliczanym do eleganckich przedmieść Dublina. Pracuje w nowoczesnym budynku w centrum, nad brzegiem rzeki Liffey. W firmie pojawiła się właśnie szansa znacznego awansu, którą próbuje sprzątnąć mu sprzed nosa sprytny kolega. Pewnego dnia Lou biegnąc do pracy zauważa siedzącego na ziemi żebraka, który jak się okazuje, zadziwiająco dużo potrafi...

      Więcej szczegółów nie podam, żeby nie spojlerować - ta książka na to nie zasługuje. Dlatego przestrzegam przed czytaniem innych opisów i recenzji, bo w niektórych niestety, bez ostrzeżenia, podawane są informacje odnoszące się do zakończenia. A szkoda.

      Książka pasuje do świątecznego klimatu i mimo dokładanej czasem odrobiny moralizatorstwa czyta się ją dobrze. Jednocześnie nie jest przewidywalna, widać w niej kilka ciekawych pomysłów i w wystarczający sposób daje do myślenia.
      Na marginesie przyznam, że okładka oryginalnego wydania podoba mi się bardziej od wersji polskiej. 

      Recenzje pozostałych książek wrzucę tutaj wkrótce. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kor-ka
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 grudnia 2013 18:32

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa